KPSN – Falstart (Marka)

Mam wrażenie, że „Falstart” wyznacza koniec pewnego etapu w karierze rapera – etapu wypełnionego mrówczą pracą u podstaw i mozolnym budowaniem swojej marki, z momentami szczytowymi zarówno w postaci kilku autorskich, ukazujących nieprzeciętny potencjał, płyt, jak i producenckiego współudziału w sukcesie odniesionym tu i teraz przez innych – mam na myśli „Postanawia umrzeć” Bonsona i „Wszystko co złe” Sariusa. To koniec etapu, bo kolejny, przyszłoroczny, długograj KPSN wyda już w trochę innych okolicznościach, niekoniecznie z pozycji underdoga, raczej mierząc się z konkretnymi oczekiwaniami tych, dla których na przestrzeni tych kilku lat stał się jedną z głównych nadziei nowego-starego rapu w Polsce.

I w zasadzie trudno się tym oczekiwaniom dziwić, bo forma KPSNa w ostatnich miesiącach wykazuje jakiś postęp geometryczny. Nawet analizując tegoroczne gościnne występy rapera – na „2008” Rose, wspólnej ep-ce Te-trisa i Soulpete’a, producenckiej płycie Matka, u Psychopadsów, czy ostatnio w luźnym numerze z Madą i Jeżozwierzem – można dostrzec coraz większą sprawność za mikrofonem, coraz większą pewność siebie i mocniejsze zarysy własnego stylu. Chyba nie ulega wątpliwości, że w kwestii produkcji KPSN to u nas absolutny top – potwierdza to każdym kolejnym projektem, niezależnie, czy mowa o polskiej rapowej płycie roku („Postanawia umrzeć”), czy nagraniu o trochę luźniejszym charakterze („Grudki, Smutki, Rap do wódki” Gruz Braders). Jedyną wątpliwość w tym układzie rap/produkcja – bo chyba najlepiej czuje się na własnych bitach – stanowiła właśnie nawijka, kiedyś momentami jeszcze niepewna i nieprzystająca klasą do produkcji. Na przestrzeni ostatniego roku raper dokonał na tym polu olbrzymiego skoku; nie tylko brzmi dzisiaj bardzo sprawnie technicznie, ale też – co najbardziej istotne – zyskał za mikrofonem jakąś własną tożsamość. kpsn

Wspomniałem wcześniej o postępie geometrycznym, i jest on zauważalny nawet w zestawieniu dwóch ep-ek wydanych w tym roku przez KPSNa. „Ortodox” na bitach Winyla Trzaski był nagraniem tyleż solidnym, co nierównym, dodatkowo – pozbawionym większego błysku. Nie wiem, jak wielki w tym udział nieprzyzwyczajenia do cudzych produkcji… myślę, że nie na tyle poważny, by mógł wytłumaczyć lukę jakościową między wspomnianym materiałem a „Falstartem”. KPSN rośnie w oczach i tyle. Nie wiem, czy to nie jest jego najdojrzalszy, najbardziej kompletny krążek dotychczas, mimo że mówimy o „zaledwie” ep-ce. Tekstowo brudnej, szczerej, może odrobinę depresyjnej, słowem: takiej, do jakich zambrowianin zdążył przyzwyczaić. Szkopuł w tym, w jaki sposób ten koncept został wyegzekwowany: po pierwsze, bardzo sprawnie w kwestii rapowej. Po drugie, zaskakująco różnorodnie w produkcji. O ile w uniwersalność KPSNa nigdy nie wątpiłem, zastanawia fakt, jak różnymi środkami wyrazu dąży do uzyskania dość spójnego klimatu. Nie tylko uciekając się do swojego charakterystycznego brzmienia, choć i takie numery się na „Falstarcie” pojawiają (tytułowy, „25”, świetna „Meta”), ale też tnąc klasyczne sample (kontrast między soulowymi zaśpiewami a agresywną zwrotką w „Rave-hop” to mistrzostwo). Bardziej organicznie, typowo po staremu, robi się też w „Balladzie o szlachetnym Piotrze”. Co najlepsze, nie da się posegregować tych dwóch stylówek na lepszą i gorszą; na taką, w której KPSN jest u siebie, i tę drugą, obcą. Podobną różnorodność chciałbym zobaczyć na przyszłorocznym LP, ale tak naprawdę… niezależnie od tego, czy płyta okaże się stylistycznym misz-maszem, czy nagraniem-monolitem, pomnikiem wykuwanego przez lata brzmienia, jestem niemal pewien, że „Nie masz pytań” odbije mocne piętno na rodzimej scenie.

Adam Gościniak

Pięć