KIEV OFFICE – Modernistyczny horror (Nasiono)

Uwaga miłośnicy trójmiejskiej alternatywy! Koneserzy muzyki oddychającej pełną piersią, najlepiej w nadmorskim kurorcie. Nieortodoksyjni fani rockowej psychodelii i dobrego, pisanego z przymrużeniem oka tekstu. To dla was jest nowa płyta Kiev Office. I stał się modernistyczny horror.

Nie wiem, kiedy to się stało, ale okładki płyt już od dawna nie są w stanie przekazać informacji o zawartości merytorycznej wydawnictwa. W dobie, kiedy malunki zdobiące krążki black metalowe mogą być różowe, a miłość do  elementów szkieletu (z naciskiem na jego zwieńczenie…) jako oprawy graficznej zdradzają nawet wykonawcy disco polo, próba odgadnięcia po frontowym obrazku muzycznej treści jest skazana na bolesną porażkę. Wróć… zdarzają się jednak wyjątki, takie jak Kiev Office i „Modernistyczny horror”. Kolażowy obrazek i tytuł niemal w 100% opisują to, co usłyszymy po odpaleniu płyty. Dostajemy kolorowy, momentami wręcz dysonansowy przelot po tym, co w krajowej alternatywie piszczało i piszczy dzisiaj. Jest w tym jednak metoda – muzyka ma kilka charakterystycznych i spajających ją elementów – ciepły absurdalizm tekstów, przywiązanie do 3M, sposób śpiewu Michała Miegonia i skłonność do delikatnej, wpadającej w psychodelię improwizacji.KO_4

Wszystko jest przyjemnie bałaganiarskie, cały czas słychać punka i garażowy sznyt, ale kiedy trzeba, pojawia się rasowy i przebojowy refren („Caffe Santana”), czasami zespół wsiada do taksówki i rusza na nocny rajd po mieście (nie wiem, czy tylko mnie „Strefa szybkiej samotności” kojarzy się z „Gdynia nocą” Apteki?!), ale potrafi też punkowo przycisnąć („Lekcja 1”, „Jądro miasta”) czy odjechać w nieznane (świetny, transowo zagrany „8 lat w Tybecie” i równie porażający, niemal awangardowy „Daj mu jeść”). Szacunek budzi fakt, że w każdym numerze znaleźć można coś fajnego, na każdym kroku poraża luz i bardzo swobodne podejście do odgrywanych aranżacji, czasami brzmiących jakby zespół je na bieżąco wymyślał podczas nagrywania. Nie ma żadnej premedytacji. Jest zabawa i ten specyficzny duch absurdu, który zawsze będzie przyporządkowywał takie załogi do określonego miejsca. Nie jest to może dzieło, które uznane zostanie za przełomowe a jednak w jakiś diabelski sposób nie mogę się od tych piosenek uwolnić. Brutalnie mówiąc – jeśli macie sentyment do starej Apteki a na półkach płyty Pogodno, Ego czy Kobiet, „Modernistyczny horror” musi stanąć obok nich.

Arek Lerch 

Zdjęcie: Paweł Jóźwiak

Pięć