JUŻ NIE ŻYJESZ – Tragedia (Requiem)

Kilka faktów. Zespół stacjonuje w Łodzi, powstał w 2011 roku (zasilają go muzycy znani min. z 19 Wiosen czy Alles) i wydał niedawno trzecią płytę. Fakt, przegapiliśmy poprzednie, czas się jednak skupić na najnowszej. Zespół należy do tych wykonawców, którzy spotykają się wtedy, kiedy mają coś do powiedzenia, kiedy chcą coś wykrzyczeć, bo niewątpliwie gdzieś w podstawie czuć punkowy nerw, który nie pozwala im przechodzić obojętnie obok życia. W dodatku swoje przemyślenia ubierają w nierzadko chwytliwe piosenki. Czyli jest dobrze, ale…

Czasami tak już mam. Czasami trudno mi napisać parę słów recenzji, kluczę, nie mogę niczego wymyślić. To są przypadki, kiedy brakuje mi kontekstu. Kiedy jestem przekonany, że dopiero spotkanie z muzyką zespołu na żywo coś zmienia i pozwoli spojrzeć na płytę z innej perspektywy. Dokładnie tak miałem z Już Nie żyjesz. Czegoś mi brakowało i dlatego, kiedy zawitali do Warszawy, wykorzystałem fakt, by zobaczyć co też sobą prezentuje ten zespół na żywo. I już wiem, że to było doskonałe posunięcie, bo występ stworzył przyjemny kontekst do płyty

JNZ live „Tragedia”. Przede wszystkim, Już Nie Żyjesz – pomijając dość z mojego punktu widzenia taką sobie nazwę – to na deskach zespół kompletny, zdecydowany i całkiem widowiskowy. Wróć… widowiskowy jest wokalista Paweł Strzelec, który od pierwszych chwil chwyta za serce paranoicznym tańcem, i ta jego nieco histeryczna maniera od razu – wiem, banalne – kojarzy się z niezapomnianym Ianem Curtisem. Czyli mamy emocjonalne spalanie się introwertycznego gościa (moja opinia), który wszystko co mu siedzi w głowie wywala całym sobą. Taki wokalista to skarb, choć czasami (casus Editors) potrafi skraść szoł reszcie zespołu. A w tym przypadku reszta zespołu chyba się tym nie przejmuje, tylko robi bardzo dobrze swoje. Na uwagę zasługuje czujna sekcja, która tnie nowofalowo/transowo, post punkowo pogrywający gitarzysta i klawiszowiec, który na koncercie objawił się w pięknym żabocie. Malownicza i sprawna to ekipa; po tym występie lektura krążka poszła dużo lepiej.

Co zatem dostajemy? Dobrze skrojone piosenki o różnych odcieniach szarości, czerni, zamglone klimaty podbijane motoryką. Dobre melodie i niebanalne, warte poczytania teksty. To wszystko takie ogólniki, zatem coś więcej. Zaskakujące jest intro („ONA” z udziałem Kostji i Ewy z Sper Girl&Romantic Boys) żeńską introdukcją, bardzo mylące w kontekście całej płyty, potem zaczyna się konkretna, momentami całkiem taneczna jazda. Oczywiście, nie każdy numer zwraca uwagę, ale jest parę prawdziwych sztosów. Symptomatyczny „Amen” z podniosłą linią wokalną, punktującą sekcją i melodyjnie pobrzękującą gitarą. O ile na żywo muzyka jest, co oczywiste, bardziej szorstka, o tyle na płyty przyjemnie koi miękkim brzmieniem („Ndst”) i dobrze rozplanowanymi klawiszami (nowofalowy „Osobno”)  a czasami zimnem powiewem, jak w „Atenach”, gdzie linia wokalna od pierwszych fraz kojarzy się z nieodżałowaną Korą. Z kolei „Daleko” to już kjurowaty bas i nostalgiczne melodie.  No i zaskakująca końcówka – Złudzenia” z syntetycznym przesterowanym brzmieniem oraz utwór tytułowy; najlepszy, najbardziej przebojowy numer zespół ukrył na samym końcu. Fajnie żegnać się ze słuchaczem takim refrenem.Już Nie Żyjesz

Być może za dużo tych porównań, zatem konkluzja: jeśli uznać, że nowa fala, post punk, gotyk i okolice są ofertą dla wybranych słuchaczy, to „Tragedia” pcha taką muzykę w stronę mainstreamu, bo mimo smutnych tekstów i zimna bijącego z płyty, jest zaskakująco przystępna, chwytliwa wręcz. I chyba ta chwytliwość powoduje, że choć skojarzenia biegną w stronę lat 80., to zespół nie jest żadną grupą rekonstrukcyjną, ale znakomicie odnajduje się w dzisiejszych czasach. Jeśli lubicie, powiedzmy, Editors, ale macie na półkach płyty paru tuzów zimnej rewolucji sprzed lat, szukajcie „Tragedii” w sklepach.

Arek Lerch  

Pięć