JD MCPHERSON – Socks (New West Records)

Do świąt jeszcze miesiąc; miesiąc pod koniec którego rzeczonych świąt będziemy już mieli dosyć – a jeśli nie świąt, to na pewno świątecznych piosenek i szeroko pojętej, świątecznej atmosfery. W jednym z niedawnych felietonów w Wyborczej redaktor Jarek Szubrycht marzył o „strefach wolnych od śpiewających bałwanków i roztańczonych reniferów” i kto wie, być może z troski o zdrowie Polaków takie strefy powstaną (nikt mi nie powie, że regularne, nieintencjonalne słuchanie „Last Christmas” jest mniej szkodliwe niż bierne palenie), ale póki co musimy sobie radzić innymi dostępnymi środkami. I tak, jeżeli podczas wspólnej podróży samochodem dziecko, żona, matka bądź kochanka nalegają by włączyć „coś świątecznego”, uratować nas może JD McPherson i jego nowa płyta „Socks”.

Nie spodziewajcie się fajerwerków. „Socks” to nie jest dzieło specjalnie ambitne. Ot, jedenaście przyjemnych rockandrollowych kompozycji utrzymanych w tematyce świątecznej. Są dzwoneczki, Święte Mikołaje, skarpety, okropne swetry i inne choinki, atmosfera jest bardzo wesoła, ale słuchaniu tej płyty nie towarzyszy nam uczucie podobne do przejedzenia świątecznymi potrawami. Jeśli chodzi o całość twórczości McPhersona, krążek ten nawiązuje do debiutanckiego „Signs & Signifiers”. Tam też było sporo rockabilly, całość była bardzo retro, a kompozycje raczej proste i pod nóżkę. Na „Socks” nie znajdziecie petard w stylu „Wolf Teeth” czy „North Side Gal”; to raczej nieszczególnie zajmująca muzyka do puszczenia w tle przy robieniu świątecznych zakupów, która po jednym czy dwóch przesłuchaniach wpadnie w ucho, czy chcecie, czy nie. Co ważne – teksty nie są zbyt poważne, nie znajdziecie w nich tak charakterystycznego dla przebojów końca roku nadęcia; „Socks”, jak można się domyślić, traktuje o dziecku otwierającym rozczarowujący prezent (hey, why’d you waste the paper on a lousy pair of socks?), w „Hey Skinny Santa” McPherson nawołuje Świętego Mikołaja do „robienia formy”, czyli wyhodowania dużego brzucha, i śpiewa o polskiej kiełbasie, natomiast w uroczym „Claus vs. Claus” przysłuchujemy się około świątecznej kłótni Świętego Mikołaja ze Świętą Mikołajową.JD band

W zasadzie trudno powiedzieć, czy „Socks” należy traktować jako pełnoprawny krążek, czy może jako dodatek do dyskografii McPhersona. Wydaje się być on z nieco innej bajki niż poprzednie dwie płyty. Artysta szedł coraz bardziej w kierunku mariażu swing&rock and rolla z new wave czy garażowym blues rockiem, trochę w stylu The Black Keys, a teraz powrócił do korzeni, czyli do grania retro a’la 50’s. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej mam wrażenie, że to jednorazowy wyskok, po którym McPherson wróci na ścieżkę bardziej „nowoczesnego” grania. Niemniej jednak, „Socks” może się podobać. Tym bardziej, że dobrego retro nawiązującego do lat 50. jest stosunkowo niewiele (szczególnie jeśli porównać liczbę takich muzyków do artystów czerpiących z późniejszych dekad), a świątecznych krążków w tych klimatach to już w ogóle jak na lekarstwo. Warto posłuchać, podobnie jak pozostałych płyt JD McPhersona. Lepsze to niż „Last Christmas”.

Paweł Drabarek

Cztery