JAD – Wstręt

O niektórych co bardziej porywczych ludziach mówi się często, że najpierw biją, a dopiero potem pytają o co chodzi. JAD to właśnie taki zespół. Podchodzi i bez żadnego cześć albo spierdalaj, wali w ryj. I dopiero potem, jak ma humor, mówi dzień dobry. Na „przepraszam” nie liczcie. Bo to prymityw, cham, prostak i awanturnik. Ktoś, kogo na imprezę z własnej woli nie zaprosicie, ale i tak budzi jakiś dziwny respekt. Po prostu neandertalczyk. A może to tylko pozory?

Czarne myśli Czarne sny  Czarna przyszłość  Czarne łzy  Zwykłe życie  Zwykła śmierć  Zwykli ludzie  Ja i ty („Zwykła śmierć”) JAD nie pojawił się znikąd. W zasadzie można powiedzieć, że jest odpowiedzią na żywotne potrzeby ludzi czekających na… nie, nie na rewolucję. Chodzi o tych co czekają na nieuchronną katastrofę, która na pewno się w wydarzy. Jest w literaturze nurt zwany katastrofizmem historiozoficznym. W myśl założeń, nasza historia to pasmo nieszczęść i wszelkiego syfu, a ziemia i ludzkość nieuchronnie dążą do zagłady. Jeśli szukać przedstawiciela tego nurtu we współczesnej muzyce, JAD jest chyba najbliżej. To co ma do powiedzenia to ponura, cyniczna wizja ludzi, którzy nie mają w sobie nic dobrego, a życie jest tylko i wyłącznie czekaniem na śmierć. W jakimś sensie wpisuje się ta wizja – pewnie przypadkowo – w obecny stan rzeczy i JAD nieumyślnie staje się piewcą zagłady, która tkwi w naszych głowach i jest wzniecana przez wydarzenia, na które nie mamy wpływu. Jeśli dołożymy do tego muzykę o odpowiednim poziomie desperacji, okładkę, która sama w sobie jest już klasykiem… cóż, wychodzi właśnie „Wstręt”.JAD fot. Anna Steller

Skupiając się na dźwiękach, trzeba przyznać, że dążenie zespołu do archetypu punk rocka nabiera w przypadku warszawiaków jakiegoś opętańczego czy desperackiego tempa. Już „Strach” był doskonałym przykładem jak grać prosto i z punka wycisnąć esencję. Na tym tle nowa ep-ka jest ideałem prymitywizmu i minimalizmu posuniętego do absurdu. Sednem punkowej wściekłości. Można oczywiście toczyć porównania do wiadomych zespołów, doszukiwać się crustowych wątków, ale prawda jest taka, że ten zespół niczym pies, który złapał trop, idzie w kierunku samozagłady. A kiedy dojdzie do momentu, kiedy prościej i bardziej chamsko już się nie da, po prostu rozpłynie się w niebycie.

Pięć nowych numerów uosabia na dzień dzisiejszy JADowite opus magnum. Rozpędzone „Pętla”, „Agresja” czy „Wstręt” niesione pięknie wulgarnym stukaniem perkusji obdartej z jakichkolwiek ozdobników, wściekły wrzask Paciora, skandującego swoje komunikaty na podkładzie czarnych riffów. Esencja. A propos czerni – w „Zwykłej śmierci” zespół, świadomie czy nie, zbliża się do samego Hellhammer i kiedy w 58 sekundzie wchodzi duszące zwolnienie, za każdym razem mam wrażenie, że zaraz usłyszę „uuggghhh!!” Toma G.  Zamiast tego na  koniec wchodzi apokaliptyczny walec „Spalona ziemia”, który nie pozostawia żadnych złudzeń. Po tej lekturze lepiej nie oglądać  TVN 24. Szczególnie teraz, w kwietniu 2020 roku. I na pożegnanie jeszcze jeden cytacik z pieśni tytułowej: Grzebiesz w śmieciach Toniesz w gównie Czujesz ciągły wstręt  Twardy zewnątrz  Pusty w środku  Między nami dobrze jest. Ciekawe, może JAD jest prorokiem?

PS. Bez gwiazdek, bo apokalipsy nie da się wycenić. 

Arek Lerch

Zdjęcie: Anna Steller