IPERYT – No State Of Grace (Iperyt Production/Witchinghour Rec)

Iperyt od czasu wydania pierwszego materiału jest dla mnie jednym z ważniejszych zespołów na krajowej scenie dźwięków ekstremalnych i niebanalnych. Wiem, że zabrzmi to z lekka paradoksalnie, ale moim zdaniem Iperyt wniósł swoją muzyką huraganowy powiew świeżości tak bardzo potrzebny na polskiej metalowej ziemi…Na następcę „Totalitarian Love Pulse” przyszło mi czekać pięć długich lat, ale od razu muszę podzielić się z Wami tym, że było warto…

„No State Of Grace” to kontynuacja pomysłów i drogi obranej na poprzednich wydawnictwach zespołu czyli ekstremalny, mechaniczny black/death metal. Iperyt opiera swoją muzykę na dwóch rozpoznawalnych od pierwszych sekund składnikach. Po pierwsze jest to rewelacyjny automat perkusyjny. Po drugie mocno zalatujące industrialem, zgrzytające brzmienie gitar. Jest to chyba jedyny zespół w przypadku, którego chwalę to jak brzmi elektroniczna perkusja. Jeśli automat może być dziki, zły i obłąkany to ten, którego używa Iperyt taki właśnie jest. Shoker programując bębny po raz kolejny dokonał czegoś niebywałego. Irracjonalne tempa jakie narzuca cyfrowy bębniarz spotęgowane mechanicznym brzmieniem dają doskonały fundament do niczym nieskrępowanej rzezi, jaką serwuje nam reszta tego komando. Gdyby gitary na „No State Of Grace” miały inny bardziej „normalny” sound, mielibyśmy tylko kolejny średni, dość dziwny album. Tymczasem panowie z Iperyt ubrali płytę w brzmienie, które jest inne od wszystkiego, co słyszeliście do tej pory (oprócz Iperyt oczywiście). Gitary brzmią tak jakby one również zostały zaprogramowane i odegrane przez maszyny, precyzyjne, nieludzkie narzędzia do zabijania…

Największą jednak siłą tego albumu są same utwory jakie się na nim znalazły. Ciężko jest jednoznacznie wyróżnić któreś z nich lecz od samego początku najbardziej masakrują mnie: „Antihuman Hate Generator”, „The Antithesis” oraz „The Player”, które to doskonale sprawdziłyby się w koncertowym młynie. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że za kilka tygodni mógłbym pewnie wskazać na inne kompozycje. Powód tego jest tylko jeden cała płyta kopie w twarz równie mocno, po pierwszym tytułowym „No State Of Grace” można nabrać przekonania, że mocniej i szybciej już się nie da. Nic bardziej mylnego. W kolejnych utworach Iperyt coraz bardziej przesuwa granice ekstremy rozpętując istny antyludzki armagedon.

„No State Of Grace” to dzieło dojrzałe, cholernie ekstremalne i pewnie dla niektórych co bardziej wrażliwych jednostek kontrowersyjne. Osobiście uważam, że oto właśnie mamy okazję zapoznać się z jedną z ważniejszych płyt, jakie ukazały się w polskim metalu ostatnich lat i pewnie jeszcze przez długi czas nie przestanę jej słuchać. Jeśli komuś fałszywa poprawność polityczna przeszkadza w tym, by posłuchać tak doskonałej płyty jaką jest „No State Of Grace” to jego strata!!

Wiesław Czajkowski 5,5