INHUMATE – Expulsed (Grind Your Soul)

Działania francuskiego Inhumate śledzę mniej więcej od wydania ich trzeciej płyty, bardzo smacznego „Growth”, czyli – jak by nie patrzeć – dobrych kilkanaście lat. I trzeba przyznać, że przez ten czas panowie nie bardzo się zmieniają. Jasne, wieloletniego wioślarza zastąpił na poprzedniej płycie młokos i być może wówczas przez dziury w grindowej materii było można wyraźniej dostrzec death metalowy ścieg, ale istota muzyki pozostała taka sama: wulgarny, wściekły i soczysty grind core.

Zresztą wydaje mi się, że w porównaniu do „The Fifth Season” mimo wszystko mniej jest na „Expulsed” death metalu. Jasne, pojawia się on w poszczególnych riffach, które mi osobiście kojarzą się z debiutem Inveracity (np. „Darmok”, „I am the Beast”) lub klasyczną mielonką spod znaku Cannibal Corpse (np. mieszający death metalowe riffowanie z grindcore’owymi zrywami „Ashes”) i szwedzkich oldschoolowych tuzów (np. „Rosebud”), ale kręgosłup Inhumate pozostaje niezmieniony – to w 90% kawalkada perkusji, której wtóruje jazgot gitar, brzmiących niczym pracująca na najwyższych obrotach szlifierka. I, gdy wydaje się, że Francuzi nie są w stanie niczym zaskoczyć, to „Cendres” rozpoczyna się niezwykle nieszablonowo – miarowym dialogiem bębnów i przesterowanego basu, w tle którego pojawia się masa pojechanych dźwięków i kontrolowanego chaosu. Nie wiem, czy warto pisać w tym miejscu po raz kolejny o tym, co ze swoim gardłem potrafi zrobić na tak brutalnej bazie Christophe, bo jest on doskonale znaną postacią w grindcore’owym podziemiu. Ale szczerze mówiąc, to do tej pory chyba nie nagrał aż tak wściekłych wokali, które tak znakomicie wpasowałyby się w strukturę samych kompozycji. Tym razem w chórkach wtóruje mu dodatkowo gitarzysta Damien, dzięki czemu w takich hitach, jak „Archer” partie wokalu nabierają głębszego wymiaru, strasząc szalonymi dialogami wrzasku.

Nie muszę specjalnie się doktoryzować, żeby stwierdzić, że kolejna płyta w dorobku Inhumate to pozycja obowiązkowa dla każdego maniaka grindu. Francuzi nie zawiedli do tej pory ani razu i szósty krążek traktujący o marnej egzystencji człowieka gwarantuje znakomitą zabawę dla każdego, kto ceni sobie brud, szybkość, wściekłość i agresję. To nie jest muzyka dla dziewczynek, ani dla modnie ostrzyżonych chłopców. Tu się, proszę państwa, napierdala na wysokim poziomie!

Dooban

Cztery i pół