INFERNAL WAR/KRIEGSMASCHINE – Transfigurations (Malignant Voices)

Najlepszy chyba split w mijającym roku. Dwie załogi, prezentujące różne punkty widzenia ekstremalnego black metalu. Najwyższe, muzyczne loty, nienawiść i mizantropia. Wszystko zamknięte w opakowaniu z rewelacyjnym obrazkiem. Idealny prezent pod czarcią choinkę.

Na pierwszy ogień Infernal War. Ostatni, znakomity mini – album „Conflagrator” ukazał się już jakiś czas temu, dlatego te trzy nagrania bardzo cieszą. Są nieco odmienne od tego, do czego zespół przyzwyczaił na swoich wydawnictwach. Tym razem  grupa długo się rozpędza, początek każdego kawałka jest walcowaty, czasami wpadający nieco w industrial („Incipit Chaos’), gdzie indziej ocierający się niemal o doom metal („Into The Vortex Of Naugh”), zawsze jednak w którymś momencie obroty zostają zwiększone i machina napędzana niemiłosiernymi atakami Stormblasta niszczy wszystko na swojej drodze. Nie powiem, że tymi nagraniami zespół poczynił jakiś znaczący krok do przodu, choć raczej mnie to nie martwi, bo na takie rzeczy przyjdzie czas na nowej płycie. Doskonałe kawałki świetnego zespołu, zniszczenie słuchu i misterium.

O ile jednak Infernal War wprawił mnie w zachwyt, o tyle pierwsze po czterech latach nowe nagrania kultowego tu i ówdzie Kriegsmaschine przejechały się po mnie jak czołg, nie pozostawiając raczej wątpliwości, kto rządzi na tym krążku. Jeśli taka będzie cała, nowa płyta, połowa ekstremistów musi pójść na spoczynek. Przede wszystkim monstrualne brzmienie. Te nagrania to wojna, zło i przerażenie. „Onward Destrudo” otwiera przed słuchaczem czarną otchłań i wciąga niczym smoliste bagno, oblepiając i pozostawiając człowieka unieruchomionego. Gdzieś w połowie kawałka apokalipsa sięga szczytu, pojawia się niemal sludge’owy klimat z rozjeżdżającymi wszystko na swojej drodze gitarami. Jeszcze lepiej dzieje się w ośmiominutowym „Fear And Loathing in Gethsemane”. Zagłada toczy się w wolnym tempie, miażdżące brzmienie i ciężar zatykają dech w piersiach. Gdzieś w połowie pojawiają się ciekawe pomysły rytmiczne, kierujące muzykę w stronę drum’n’bass’owych przestrzeni. Wszystko jest zaś splecione ciemnością, gryzącym dymem palonych zwłok, strachem, nabierającym w tym przypadku niemal rytualnego charakteru. Split wyraźnie pokazuje, kto będzie rozdawał karty w nadchodzącym roku, tym bardziej, spodziewać się chyba należy dużych krążków tych dwóch formacji. Nie wiem, jak świat to zniesie, ale już nie mogę się doczekać…

Arek Lerch