IN-SANE – Trust These Hands… are Worthless (Moonlee)

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Przestaniemy bluźnić, nabijać chrześcijan na pal i rozlewać nasienie Szatana na nagie ciała zniewolonych dziewic. Cóż, odrobina punkowej werwy i idea DIY nikomu jeszcze nie zaszkodziły, więc chyba warto bliżej przyjrzeć się drugiej płycie słoweńskiego In-sane.

Nie spodziewajcie się, że dostaniecie pół godziny bezładnego, do bólu wtórnego riffowania i źle nastrojonych gitar. In-sane oczywiście nie stara się pójść w stronę skomercjalizowania soundu i dosypuje w membrany głośników po garści gruboziarnistego piachu, ale wierzcie mi – na ‚Trust These Hands… are Worthless’ naprawdę wszystko trzyma się kupy. Ba, niektóre kawałki (ot, chociażby rozbujany ‚Fail Stereo Fail’ czy ciekawie otwarty ‚Choices Made’) potrafią zaskoczyć rock n’ rollowym feelingiem i atmosferą niezłej zabawy, albo niemalże grindową formą (‚Mrtev Policaj’) czy rzadko spotykanymi w gatunku zwolnieniami (‚Amplify the Words’). Znajdziecie tu kilka nieco bardziej melodyjnych numerów w duchu tak modnego ostatnio Green Day (np. ‚Blackout’ czy ‚Bleed (The Story of a Kid)’), ale chrzęszczące brzmienie i punktująca perkusja nie pozwolą nikomu wrzucić Słoweńców do tego samego wora. W końcu nikt nie obiecywał, że tzw. modern punk będzie bawił tylko i wyłącznie przylizanymi grzywkami i społeczno-polityczna ściemą wylewającym się hektolitrami niczym wazelina z odparzonego tyłka. Wiadomo, że gatunek wygląda, jak wygląda, ale lepiej, żeby na półkach młodzieży pojawiło się ‚Trust These Hands… are Worthless’, niż jakikolwiek amerykański pierd, znoszący złote jajka dla wąsatego grubaska będącego ‚prezesem niezależnej wytwórni’.

Przyznaję, że In-sane słucha się nawet przyjemnie, a umiejętności muzyków stawiają zespół dość wysoko na gatunkowym piedestale. Zwolennicy bardziej przesterowanych gitar, melodii odgrywanych arpeggiami i zlewających się w ścianę dźwięku blastów nie znajdą na tej płycie nic dla siebie. Reszta bez obciachu może spróbować.

Dooban 4