IMPENDING DOOM – The Sin and Doom of Godless Men Vol. II (eOne music)

Studyjny powrót Impending Doom to gratka bodaj wyłącznie dla najbardziej zagorzałych fanów deathcore’a. Zresztą, ten nurt przeszedł swoistą ewolucję, zbaczając (nie po raz pierwszy) w stronę death metalu, czego najlepszym dowodem są ostatnie płyty Thy Art is Murder czy Carnifex.

Wracając do bohaterów tekstu, ich najnowsza propozycja tego grania to wycieczka do – i tu uwaga – początków tego grania, kiedy Whitechapel dopiero zaczynało bawić się w groove i dłużyzny, a Meshuggah wciąż pozostawał niedoścignionym, matematycznym wzorem w kwestii rytmu. Dodajmy do tego typowe, gęste, mocno skompresowane brzmienie (siedmio i ośmiostrunowe gitary), charakterystyczne, głębokie growle i mamy deathcore w pigułce. Jedyne co odróżnia ten materiał od reszty im podobnych, to znacząca redukcja blastów, a właściwie całkowite z nich zrezygnowanie na rzecz 2-stepowych breakdownów i dbałości o… atmosferę.ID

I tu dochodzimy do sedna, bowiem Impending Doom zawsze stali nieco w cieniu swoich kolegów po deathcore’owym fachu, a sądzę, że całkowicie niesłusznie. Oczywiście, jeśli spojrzymy przez pryzmat samej kreatywności i podania tego brutalnego dania, cóż byli i są lepsi od formacji z Riverside, ale żaden inny zespół w gatunku (może Fallujah) nawet nie zbliżył się do apokaliptycznego klimatu i przepełnionej rozpaczą atmosfery. Skrupulatnie tkana przez amerykański kwintet wizja zagłady prędzej przemówi do młodszych słuchaczy, ale nie ukrywam, klawisz odgrywa tutaj kluczową rolę, może nawet porównywalną do samych gitar . Właśnie w tym elemencie doszukuję się wyjątkowości „The Sin and Doom of Godless Men Vol. II”, dzięki czemu od kilku tygodni – aż sam się sobie dziwię – wracam do tej płyty. Główny powód to doświadczenie prostej jak budowa cepa chłosty („Paved With Bones”), a drugi, to reminescencje drugiej połowy ubiegłej dekady, kiedy w dobrych, deathcore’owych płytach można było przebierać jak w ulęgałkach.

I na koniec pytanie: skoro ten album to część druga, to kiedy wydano pierwszy wolumin?!

Grzegorz Pindor

Dwa i pół