IAMFIRE – From Ashes (TheNorthIsColdIAmFire)

Całkiem niedawno Tool zapowiedział specjalny koncert, na którym u ich boku zagrają tacy giganci jak Melvins, Clutch, Primus i efemeryczny Fantomas z szalonym Mike’em Pattonem na czele. Promocja koncertu na początku była bardzo tajemnicza. Otóż zespół opublikował na swoim fanpejdżu zdjęcie „z lotu ptaka”, na którym widniała tylko data 06-24. Fani oszaleli, myśląc, że chodzi o nową, tak długo wyczekiwaną płytę. Niestety (dla fanów), krążka jak nie było, tak nie ma (to już 11 lat od premiery „10 000 Days”), na razie mogą o nim zwyczajnie zapomnieć. Zapytacie teraz, dlaczego tak żarliwie wspominam Toola? 

Otóż Peter Dolving (ex – The Haunted) otrzymał chyba jakieś duchowe namaszczenie samego Maynarda i Jonse’a ze wspomnianych „narzędzi”. Muzyka jego projektu IamFire posiada ten niezwykły, ulotny szyk, który sprawia, że słuchając ich debiutanckiego krążka, mamy wrażenie obcowania z czymś niezwykłym i doskonałym, a jednocześnie bezlitośnie ciężkim i bezwzględnym. Już od pierwszych sekund utworu „Magpies And Crows” zdajemy sobie sprawę, ze IAmFire nie biorą jeńców, proponując gęstą i gorącą jak lawa porcję alternatywnego metalu, który jednak bliższy w swojej stylistyce jest modnym stonerom, niż kombinowaniu a’la Robert Fripp (znów Adam Jones) i budowaniu skomplikowanych kompozycji. Wokalizy oraz czucie frazy i tekstu Dolvinga w przypadku jego nowego projektu, to kolejny element, który przypomni Wam o Toolu. Może się mylę, ale słuchając takiego „Burn Your Halo”, mam wrażenie, że wokalne inspiracje wychodzą z każdą sekundą co raz bardziej i bardziej (5:16). „Eyes Wide Open” z kolei przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom sceny Palm Desert; unosi się specyficzny sound piaskowej burzy, gitary tworzą fantastyczne, wirujące tło, wokół którego po raz kolejny swój popis daje pan wokalista. IamFire osiągnęli coś, o co walczy każda kapela pretendująca do bycia stonerową – zabrzmi to jak truizm i głupota – grają ciężko, a jednocześnie z niezwykłą lekkością. Jest potężny groove, mocarne brzmienie i feeling, którego nie powstydziliby się chłopcy z Kyuss na „Welcome To The Sky Valley”. Warto też dodać, że każdy z  dziewięciu (wersja digital) kawałków, które otrzymujemy na „From Ashes” trwa ponad i więcej niż pięć minut. Mamy więc blisko godzinną porcję doskonale przemyślanej muzyki.Band

Peter Dolving po kilku latach wydawniczej ciszy powrócił, niczym mityczny feniks z (nomen omen) popiołów, by znów zaserwować nam swoją wizję muzycznego świata. Osobiście uważam „From Ashes” za jedną z ciekawszych ciężko – grających płyt, które ukazały się w tym roku, szkoda tylko, że ludzie nadal złudnie czekają na nowego Toola, zamiast odkrywać i cieszyć się tym co jest już w zasięgu ich rąk.

Tom Wolf

Pięć