HUMAN CULL – Stillborn Nation  (Everydayhate Records)

Angielskie trio Human Cull fanom muzyki ekstremalnej dało się do tej pory poznać za sprawą kilku rozpowszechnianych w podziemiu ep-ek i splitów. Nie jest to zespół najbardziej aktywny na świecie, ale uwagę zwraca jeden bardzo ważny fakt. Otóż młodzi Angole z Human Cull najwidoczniej wyssali grindcore z mlekiem matki, bowiem każde ich wydawnictwo do tej pory zawierało hałas co najmniej dobrego gatunku. Nie inaczej jest z wydanym na początku tego roku, pierwszym w dorobku zespołu długograju…

„Stillborn Nation” to wycieczka w rejony bardzo klasycznie złapanego za łeb grindcore. Szczególnie nisko należy się tu pokłonić wynalazcom prochu czyli Napalm Death. Może album te nie jest drugim „Scum”, ale nie ulega wątpliwości iż wspomniany materiał był jedną z lektur obowiązkowych dla załogi Human Cull. Bardzo bezpośredni hałas jaki preferuje angielska ekipa wymaga odpowiedniego podejścia do tematu formy podania, czyli brzmienia. Debiutancki krążek Human Cull brzmi bardzo surowo, chwilami wręcz garażowo-noise’owo, ale podkreślić też trzeba, że jest to nie pierwsza w ostatnim czasie, katowana przez niżej podpisanego płyta stricte grind’owa, która rzeczywiście brzmi. Nie wiem, czy to chwilowa tendencja, a może mam po prostu trochę szczęścia do dobrych zespołów, ale Human Cull to kolejny już band, który w chaotycznej, brutalnej rzezi przemyca naprawdę dobre brzmienie i prawdziwą muzykę. To się chyba nazywa talent… czy jakoś tak…humancull1

Zespół serwuje słuchaczom 22 krótkie i ostre jak brzytwa cięcia wzbogacone zróżnicowanym wokalem, które może i nie sprawiają iż świat hałasu drży w posadach, ale jako całość robią mi bardzo piękną krzywdę. Lubię takie granie, poszarpane, punkowe, wulgarne. Granie subtelne niczym najeżony stalowymi kolcami walec drogowy, pędzący przez gęsto zaludniony teren. Fakt jest taki, że Human Cull oprócz umiejętności czynienia hałasu potrafią też grać i komponować bardzo zgrabne dźwiękowe petardy. Niezłe, zakręcone riffy, szybkie a jednocześnie punkowe i połamane tempa – to wszystko razem ujęte w jeden koktajl sprawia, że „Stillborn Nation” staje się materiałem cholernie intensywnym i brutalnym. Na zakończenie dostajemy ciężki i trochę pojechany numer „Echoing Silence”, który utrzymany jest w dość abstrakcyjnej estetyce bliskiej hybrydzie noise-grind-death.

„Stillborn Nation” to dowód na to, że ciągle da się stworzyć materiał, który inspirowany wszystkim tym co najlepsze w starej scenie grindcore, będzie jednocześnie niesamowicie świeży i na czasie.

Wiesław Czajkowski

Pięć