HOSTIA – Hostia (Via Nocturna)

Chociaż mamy dopiero połowę roku, naprawdę nie spodziewałem się, że przed jego końcem ukaże się jeszcze krążek, który sponiewiera mnie co najmniej tak samo jak „Dark Days of the Soul” Voidhanger. Co prawda środki wyrazu, jakich używa Hostia, są nieco inne, ale osiągnięty efekt zdaje się być równie spektakularny. Ten krążek to dwadzieścia jeden minut nieustannego bicia po głowie, które powinno sprawić masochistyczną przyjemność nie tylko miłośnikom Terrorizer czy Napalm Death.

„Hostia” to materiał do szpiku kości przesiąknięty klasycznym grindcore’m, aczkolwiek – zamiast typowych dla gatunku świniaków – zespół opiera swoją muzykę przede wszystkim na wyraźnym groove. To wbrew pozorom bardzo bujający, wręcz rock’n’rollowy materiał – głównym potwierdzeniem będzie tutaj oczywiście brzmiący jak bezpośrednie nawiązanie do Motörhead lub nawet Venom „Not Really a Christian Song”, ale równie „chwytliwe” okazują się takie numery, jak „Corroded Cross”, „You Gonna Die” czy mój ulubiony „Killed by Life”. I choć oczywiście znajdziemy na „Hostii” garść blastów i technicznych wygibasów, nie są one celem samym w sobie, przez co bliżej zespołowi do Misery Index niż na przykład Leng Tch’e. W riffach wyraźnie przebijają się klasyczne inspiracje przede wszystkim Terrorizer, ale słyszalne są też nawiązania do Nails, zwłaszcza z „You Will Never Be One of Us”. Gdzieniegdzie – jak chociażby w „Heretic’s Last Dance” – robi się bardziej chłodno i właściwie stricte metalowo, ale z drugiej strony zdarzają się chwile, gdy Hostia kieruje wzrok ku punk rockowi („Home Rough Home”). To między innymi dzięki tej rozpiętości stylistycznej, debiut warszawskiej grupy nie przytłacza ani zbytnią agresją i wściekłością, ani przesadzoną intensywnością. Nie można także zapomnieć o świetnej produkcji – gęsta sekcja idealnie podkreśla kolejne razy, zaś wyraźnie wysunięty wokal dodaje materiałowi jeszcze większej agresji. Warto jednak zwrócić uwagę przede wszystkim na wyjątkową selektywność, sprawiającą, że w tym zgiełku nie jest w stanie zginąć nawet najmniejszy dźwięk.HOSTIA_band_1

Być może „Hostia” nie poraża aż tak ekstremalnością i intensywnością, ale też dzięki wymienionym wcześniej cechom debiutancki album grupy nie tylko nie ma prawa przepaść, co wręcz musi zaznaczyć dość wyraźnie swoją obecność na scenie. Z tego, co zauważyłem w sieci, Hostia faktycznie wzbudza zainteresowanie. Słusznie. Bez wątpienia bardzo słusznie.

Michał Fryga

Cztery i pół