HAUST – Powers of Horror (Fysisk Format)

Podobnie jak wielce chwalony ostatnio Kvelertak, Haust to kolejny stosunkowo młody norweski zespół, który jest w moich oczach zabójczą odpowiedzią na nową falę amerykańskiego thrashu, która w 90% to całkowicie nudny syf.

Norwedzy się nie pierdolą. Nie mają połyskujących, robionych na specjalne zamówienie gitar, nie noszą nowiutkich butów do kosza za połowę pensji, nie wyglądają na takich, co spędzają wolny czas na siłowni czy u fryzjera. Nic z tego nie byłoby w stanie poprawić ich zajebistej muzy, która poniewiera i bije po mordzie, jak mało co. Siłą i mocą „Powers of Horror” jest prostota i bezpośrednia forma, nie żadne popisy techniczne czy popowe refreny. Zimny hardcore/punk, nad którym unosi się duch czarnego metalu, nihilizmu i autodestrukcji. Wokalista, który swoją niespotykaną dykcją wbija słuchaczowi do głowy poszczególne frazy jest tutaj głównym aktorem. Riffy sprawiają, że ma się ochotę dać komuś w pysk i wskoczyć w sam środek moshpitu, przy czym z pewnością straci się kilka zębów. Słuchając tej płyty mam nieodparte wrażenie, że nigdy nie sięgnę po Opeth czy Dream Theater.

Adam Drzewucki 4,5