GUANTANAMO PARTY PROGRAM – III (Antena Krzyku)

Nowe, trzecie dzieło Guantanamo Party Program to przykład konsekwencji, zdecydowania i szczerości. I choć te słowa ktoś może odczytać jako chęć wywinięcia się od jednoznacznej odpowiedzi czy to dobra czy zła płyta, spieszę donieść, że owszem, jest bardzo dobra. Jeśli ktoś lubił poprzednie dokonania tej ekipy, może spokojnie sięgać po „III”, z tym zastrzeżeniem, że opisywany album zaskakuje dużo większym konkretem a nawet – wiem, że w tym przypadku to trochę dziwnie zabrzmi – przebojowością.

I nie chodzi mi o jakieś melodie, zawodzenia, czyste wokale i wspaniałe, słodkie niczym budyń solówki. Format zespołu pozostał bez zmian i jest nim rasowy, smolisty sludge z różnymi dopiskami – hardcore, metal, może nawet doom, co nie zmienia faktu, że przez lata grupa wypracowała własny wyrazisty styl, stając się jedną z ważniejszych ekip w tej krajowej niszy no i chyba na tle całego, przejedzonego mocno gatunku. Dlaczego zatem uważam ten album za dzieło najlepsze? Przede wszystkim, ze względu na kompleksowość. Podoba mi się, że wszystko jest do siebie dopasowane i nie czuję na dzień dzisiejszy najmniejszego zgrzytu. Bardzo dobra okładka, trochę kojarząca się z „Filth” Swans, stylowe wnętrze, tak oszczędne, że bardziej już chyba nie można, muzyka i słowa stanowią monolit, zwartą całość, którą przyjemnie trzymać w łapie, a jeszcze przyjemniej poczytać teksty i włożyć płytę do odtwarzacza. Prawdziwa radość.GPP4

Najważniejsze są oczywiście dźwięki i w tym przypadku mam wrażenie, że zespół uprościł kompozycje, pozbawił je ozdobników, gruntownie przemyślał aranże i riffy. Jednym słowem, konkret i to taki docierający do samego rdzenia. Pisząc gdzieś wyżej o przebojowości, miałem na myśli doskonałe riffy, takie, które nie służą robieniu niepotrzebnego hałasu, ale zostają z nami na dłużej, łatwo je zapamiętać i są na swój sposób chwytliwe, choć nie tracą nic z tradycyjnej już szorstkości. Doskonale sprawdza  się pięknie dudniąca sekcja (brawo Satanic Audio) i równie dobrze brzmią wokale, jak zwykle niesamowicie emocjonalne i napięte niczym struna. A propos tych ostatnich, Darek napisał rewelacyjne teksty. Niby enigmatyczne, niby lekko filozoficzne, ale bez moralizatorstwa, skrzące się za to świetnymi metaforami. Smutne, ale cholernie prawdziwe. To się dojrzałość chyba nazywa, choć oczywiście nie chcę obdzierać zespołu z młodzieńczego wigoru. Cytat na dzisiaj brzmi: „Duma i wieczność/Są gówno warte/Gdy wielkie drzewa/I tak będą martwe”. Nie będę przepisywał całej książeczki – zajrzyjcie do niej koniecznie, kiedy odpalicie płytę.

Na koniec muszę oczywiście dodać jedno małe „ale” – nadal jest to muzyka dla określonego odbiorcy, takiego co łazi na klubowe, podziemne gigi, lubi hałas i bliżej mu hardcore’owej estetyki niż tzw. mainstreamu. Choć w taką właśnie stronę zespół wykonał mały i nieśmiały krok.

Arek Lerch

Pięć