GRAVECOVEN – Coughing Blood (Godz Ov War)

O, takie granie lubię. Kiedy ekstraklasa i pierwsza liga trupiego, smolistego death metalu milczy już ponad dwa tygodnie, zwracam swe oczy ku Bogom VVojny, gdzie zawsze czeka jakaś świeża perła. Taka z umiarkowanym potencjałem na wywołanie gatunkowej rewolucji, ale dostarczająca wysokooktanowego wyziewu wtedy, kiedy na taki wyziew jest zapotrzebowanie. Gravecoven jeszcze do niedawna nie istniał na mojej mapie, bo nie istniał na żadnej, a dziś jest jedną z fajniejszych płyt w katalogu Godz Ov War. Nie mam pojęcia skąd Greg bierze te zespoły, chyba sam je zakłada.

„Coughing Blood” to w istocie sklejka dwóch dwuutworowych demówek wypuszczonych parę lat temu, tu dociśnięta bonusem z repertuaru Bathory. Gravecoven swoją oldschoolowość interpretuje jako black/doom metal, choć trafniejszym opisem byłby po prostu death metal z blackmetalowym kontekstem, względnie prosty, a doomowy bardziej w ciężarze i brzmieniu niż np. wolnym tempie.  Nie jest to najoryginalniejszy metal w historii metalu ani najbardziej charakterystyczna kapela na świecie, ale jest w muzyce Gravecoven coś indywidualnego, np. śmiała interpretacja wokalna – od incantationowych growli, przez kogucie krzyki w stylu Lust (kto pamięta tych kanadyjskich szaleńców?) po rozpaczliwe jęki przypominające Toma Gabriela Warriora użalającego się nad sobą na „Into The Pandemonium”. Całościowo „Coughing Blood” brzmi po prostu jak zagrane na blackmetalowo prapoczątki nowojorskiego death metalu – Incantation, Goreaphobia, Crucifier, itp.G

Zazwyczaj w recenzjach podobnych albumów pada obligatoryjne wręcz stwierdzenie o tym, że „zespół taki a taki idzie pod prąd modzie na plastikowe brzmienie i słodziutkie melodyjki”. Gravecoven pod żaden prąd nie idzie – rzeka komercji rwie przez zupełnie inny kraj, podczas gdy strumyczek, w którym po kostki stoi „Coughing Blood” pluska sobie właśnie w kierunku piwnic, grobów i kadzi ze smołą. Kroczą nim podobne małe, niszowe kapelki grające dla garstki oddanych maniaków gruzu, których nie interesuje aktualny status kariery Arch Enemy. Gravecoven to po prostu podziemny metal dla fanów podziemnego metalu, im dedykowany. Być może na całym świecie odbiorców tej płyty znajdzie się góra kilkuset, ale nijak to tej muzyce nie umniejsza. Tam jest jej miejsce.

Bartosz Cieślak

Cztery i pół