GOVERNMENT FLU – House Arrest E.P. (Refuse Records)

Kiedy piszę te słowa, Grypowcy udają się właśnie na kolejny koncert, tym razem do Aten. I to jest chyba najlepsza rekomendacja dla każdego, kto jeszcze nie zapoznał się z tym zespołem. Są tacy? Pewnie tak, i do nich kieruję te słowa – Government Flu to idealnie skrojony przykład jak grać hc/punka w XXI wieku. Muzyka niby stara, niby wszystko wiadomo, a jednak nadal wywołuje emocje i pobudza adrenalinę. Governemnt Flu budzi się właśnie z wydawniczego letargu, proponując kolejną małą płytkę i z kilkoma wściekłymi petardami na pokładzie.

Grypa nie próżnuje i choć ostatnio nieco przycichła (może dlatego, że część składu raczy załogantów sporą dawką JADu…), nadal nie ma konkurencji w temacie starego, zamerykanizowanego hc/punka. Grupy nie trzeba chyba przedstawiać – kilka dużych płyt na koncie, niezliczone ilości ep-ek, trasy w USA, Europie, Skandynawii, uznanie fanów w zasadzie na całym świecie (ok, Japonia jeszcze nie została zdobyta). Dla mnie liczy się jednak to, że cały czas potrafią nobilitować prostą w sumie muzykę do rangi sztuki. Jest w tych dźwiękach moc, ale jest też finezja i nowa ep-ka nie przynosi pod tym względem dużych zmian. Być może zmieniło się nieco brzmienie, które jest tutaj lekko wygładzone, nie tak chropowate jak wcześniej, ale podstawowe składniki GF pozostają bez zmian. Choć np. otwierający płytkę kawałek „Life Illusion” może zaskoczyć niemal konwerdżowskim połamaniem rytmicznym. Ale to tylko mały szczegół – potem jest już w normie, raz szybciej („Off Ballance”, „Stand-Off”) to znowu upierdliwie wolno („House Arrest”) a nawet na swój sposób przebojowo w „Snakes in the Grass”.GF

Czyli w zasadzie GF w pigułce, bez zawahania, bez większych zmian, ale nadal smakowicie. Do tego stylowa okładeczka, winylowy format i nadal bardzo dla mnie ważny aspekt autentyczności. W tym zespole od kilku ładnych lat wszystko się zgadza, wszystko jest dokładnie na swoim miejscu, nikt nie kombinuje tylko wykonuje swoją robotę na 200%. Spokojnie i z przekonaniem mogę użyć wyświechtanego zwrotu – to nasz eksportowy hc/punk i raczej jeszcze długo nikt ich z podium nie strąci.

Arek Lerch

Cztery i pół