GODSMACK – 1000HP (Spinefarm)

Kiedyś w towarzystwie wstydem było nie znać Godsmack. Po dziś dzień zastanawiam się, czemu? Ten doskonały produkt amerykańskiej sceny muzycznej, komercyjny strzał w dziesiątkę i mocno groove’ujący zespół, przecież tak naprawdę nie dołożył żadnej poważnej cegiełki do budowy zwanej metalem…

Mojego zdania nie podzielają miliony fanów w rodzimych Stanach. Europa na całe szczęście nie podziela entuzjazmu słuchaczy zza oceanu. Chwała przedstawicielom Starego Kontynentu bo to, co oferuje Godsmack anno domini 2014 to wypadek przy pracy, niczym „Sprawa jest osobista” naszego Frontside. Smutek to wielki, bo twórcy pomnego „Awake” zasłynęli ze zgrabnego łączenia stylów, a teraz, kiedy deklarują przynależność do hard rockowego gremium z racji swojego wieku i – być może – łatwiejszego audytorium – wydaje mi się, że zatracili własną tożsamość. Co więcej, prasa już orzekła „1000hp” (co to za tytuł?!) mianem „Load” co doskonale odzwierciedla zarówno metamorfozę, jak i etap kariery w jakim znajduje się Godsmack. Stanie na metalowym rozdrożu przynosi korzyści tylko najlepszym. Im nie.

Premierowy materiał, wydany po czterech latach ciszy, szósty w historii Godsmack to zestaw mniej lub bardziej udanych niemal stadionowych hitów do niezobowiązujących podśpiewujek i tupania nóżką. Niby wszystko się zgadza, solówki, potężny sound sekcji, luz w teledysku promującym album, ale ja im – tak jak kolegom z Sosnowca – nie ufam. Nowy sound Godsmack, którego znamiona było słychać już na poprzednim krążku, nie przekonuje mnie ani na moment, bo jeśli chcę posłuchać hard rocka, albo hard’n’heavy, to obieram kurs na Szwecję lub UK i wszystko mam podane jak na tacy. W przypadku pionierów groove/nu-metalowego brzmienia, czegoś brakuje i wydaje mi się, że najważniejszego. Szczerości.Godsmack Band

W Stanach trendy zataczają wszystkie możliwe kręgi. Jest revival nu-metalu, metaluchy nagrywają country (z sukcesami!), a świetni instrumentaliści, którzy słynęli z jebnięcia, babrzą się w komercyjnej papce. Cóż, te hale trzeba zapełniać i to bez Five Finger Death Punch u boku. Jeśli nadal mają taki plan, pewnie im się to uda. Bądź co bądź, radiowy potencjał lwiej części utworów tworzących „1000hp” jest niezaprzeczalny. W końcu mając w składzie TAKIEGO wokalistę, podbija się serca tysięcy. Ale tak jak mówię, czuję w tym fałsz.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy