GET YOUR GUN – Doubt Is My Rope Back To You (Empty Tape)

Norweski black metal powstał  tak, że grupka nawiedzonych nastolatków wzięła płyty Venom i ustaliła co następuje: niby wiemy, że to nie jest na serio, ale my uznajemy, że jest i decydujemy się w to wierzyć. I chyba z każdą muzyką tak jest, bo ostatecznie chodzi o wiarę, że jest przejście do innego wymiaru bez ruszania się z fotela i zdejmowania słuchawek. Ja decyduję się wierzyć zespołowi Get Your Gun, że Dania ma prerie, palące słońce i kowbojów po przejściach. A w każdym razie wierzę w te przejścia.

„Doubt…” sam w sobie nie jest jakimś wyraźnym skokiem jakościowym w stosunku do swojego sympatycznego poprzednika. „The Worrying Kind” nieco wyraźniej podjeżdżał blues punkiem, ale dzisiejszy Get Your Gun wyrasta coraz wyżej i dalej od tego korzenia. Utwory stały się dłuższe, aranż skromniejszy, a klimat jeszcze bardziej „filmowo-obrazowy” niż wcześniej. „Doubt…” to altcountry i blues wyśpiewane z gospelową pasją, balansujące między chmurnymi mamrotaniami The Bad Seeds a rozkręconymi wzmacniaczami współczesnego oblicza Swans. Jest w tej muzyce elegijny nastrój „Secret South” 16 Horsepower i rozpacz Marka Lanegana lejącego whisky Duchowi Świętemu. Ale przede wszystkim – jest historia. Taka, dzięki której nieistotny staje się kraj pochodzenia muzyków, procent zapożyczeń, współczynnik oryginalności i ilość Bourbona wlanego lub nie wlanego w siebie w pobliskiej knajpie dla życiowych straceńców. Odpowiednim opisem dla tego, co robi Get Your Gun jest muzyka Nicka Cave’a i Warrena Ellisa oraz filmy, do których tę muzykę stworzyli. Słuchanie „Doubt…” to muzyczny odpowiednik kontemplacji „The Proposition”, „The Assassination of Jesse James…”, „Hell or High Water”. Nie chodzi nawet o same motywy muzyczne, które doskonale pasowałyby do tych konkretnych soundtracków. I w muzyce Get Your Gun, i w tych filmach tkwi pierwiastek nieśpiesznej narracji, relacji z życiowego zakrętu i żałoby nad odchodzącym światem i odchodzenia razem z nim.GYG band

Być może Get Your Gun nie są najlepszymi na świecie songwriterami, ale myślą muzyką i wiedzą, że liczy się klimat a nie liczba nutek na pięciolinii. Nie są też oryginalni, ale ich twórczość jest jak klasyczny (anty)western, sprawdzi się zawsze. Tak, jak nie dezaktualizują się emocje, tak ponadczasowy jest gość z podłączoną do wzmacniacza gitarą i żalem do świata. To się może dziać w Kansas, na australijskiej pustyni, mongolskim stepie lub w barze gdzieś przy krajówce za Olsztynem. Zwątpienie nie zna granic i nigdy nie wyjdzie z mody.

Bartosz Cieślak

Sześć