GDYNIA – 1988 – 2018 (Muzeum Miasta Gdyni)

Trójmiasto to stan umysłu. W zasadzie w każdej sferze, ale nas interesuje muzyka – na tym polu działo się i dzieje tu bardzo, bardzo dużo, zazwyczaj oryginalnie i zawsze z posmakiem wolności w tle. Taka była też wydana w 1988 roku kultowa już dzisiaj składanka „Gdynia”, która zgromadziła śmietankę ówczesnej alternatywy; trzydziestolecie tej płyty będzie zapamiętane na długo, bo z inicjatywy Michała Miegonia znanego chociażby z Kiev Office na świecie pojawiła się właśnie nowa wersja tej kompilacji z świeżymi, często zaskakującymi interpretacjami tych samych klasyków, które gościły na „Gdyni” z 1988 roku.

W zasadzie taka kompilacja nie powinna się udać, bo przynajmniej teoretycznie śmierdzi tanim sentymentalizmem i już słyszę głosy, że oryginału nie powinno się profanować. Ok, ale mówimy przecież o Trójmieście, a tu odważne, pozornie tylko ryzykowne pomysły były i są na porządku dziennym. Podstawą jest coś co nazwałbym swobodą artystyczną. Każdy z wykonawców dostał do ręki oryginał bez wytycznych, dlatego te interpretacje, ich rozmach i zwroty akcji są niezłym zaskoczeniem, stawiającym niniejszy krążek w gronie najciekawszych płyt ostatnich miesięcy i absolutnie nie można traktować go jako kolejnej, nudnej składanki typu „tribute to…”. Właśnie wyzwolenie z takiego myślenia przynosi płycie sukces. Bo nawet bez całej otoczki, przywoływania lat 80. i klasyków ówczesnej sceny „Gdynia 1988-2018” broni się nieźle i pokazuje, że i wtedy i dzisiaj Trójmiasto ma swój odrębny, muzyczny język, który z powodzeniem opiera się zmieniającym się modom, dyktując własne warunki. Tylko tak należy płytę traktować.1988-2018

Najbardziej cieszy mnie możliwość zabawy w porównania z oryginałami. W zasadzie wszystko zostało zrobione bez jakiegokolwiek „szacunku”, oryginały były luźnymi punktami wyjścia, czasami pozostała melodia, oczywiście tekst, ale cała reszta to już indywidualne preferencje, dlatego krążek jest bardzo ciekawym przyczynkiem nie tyle na temat tego co było, ale raczej pokazuje co dzisiaj dzieje się i dokąd zmierza Gdynia/3M. A zmierza np. w krainę czystego hałasu, bo tak można zinterpretować „Szampan” Call System, tu w bezkompromisowym wykonaniu Królestwa, Nowa Ziemia z Krychowiakiem dodała jeszcze większego mroku Pancernym Rowerom, a Kiev Office na nowo poukładało bieliźnianą „Miłość w Jugosławii” – to jest dobry przykład, bo choć wyraźnie słychać jaki to utwór, delikatne przesunięcia w harmoniach i melodyce powodują, że gdzieś pod skórą czujemy niepokój, bo coś jest inne, ale jednak jakby znane. No i wreszcie „Aaa” Apteki, które na jazzowo rozjechał Band A w składzie z Gosem i Gadeckim (Lonker See chociażby…). Wymieniłem tylko kilka utworów, bo słuchaczom chcę zostawić przyjemność z wyszukiwania tych wszystkich zmian. Przyznam, że nie spodziewałem się tak dobrej płyty, w dodatku bardzo fajnie wydanej, z wyczerpującymi informacjami na temat poszczególnych składów. Cóż, Trójmiasto żyje, i to jak…

Arek Lerch 

Pięć