FUTURE ISLANDS – Singles (4AD)

Najpierw kilka faktów – Future Islands to trio, działające w Baltimore. Nie mają w składzie pałkera (buuu… smutno), ale mają za to fajnego wokalistę i niezłego kompozytora. Zagrali sporo koncertów i właśnie promują czwartą płytę, wydaną przez podnoszącego głowę potentata natchnionego popu – 4AD. A co grają? Klasyczny synth pop…

Wierzę, że wśród współcześnie żyjącej młodzieży zespół ten ma duże szanse powodzenia. Jeszcze gdyby wydali nowy materiał na kasecie, furora zapewniona. Pomijając jednak całą falę sentymentu do dźwięków sprzed lat i noworomantycznych uniesień, „Singles” to całkiem sympatyczna płyta.

Za oknem mamy już wiosnę, za chwilkę słońce zacznie przygrzewać, póki jednak poranki są zimne, warto zadbać o samopoczucie na własną rękę. Jednym ze sposobów powinna być lektura tej płyty. Niezobowiązujące, pulsujące syntetykami, ale ciepłe brzmienie, wyrazista choć niezbyt nachalna rytmika i fajny głos. Do tego szczypta dobrych melodii, kropelka smutku i przepis na miły krążek gotowy. Używam wielu ciepłych słów, by oddać klimat tej płyty, bo faktycznie głównie o niego tu chodzi; trudno na „Singles” doszukiwać się jakichś nietypowych rozwiązań czy aranżacyjnych wygibasów. Ma być prosto i konkretnie. „Spirit”, „Sun In The Morniong” czy „A Song for our Grandfather” to doskonałe „otwieracze” dnia. Z kolei “Light House” i “Like the Moon” to po prostu nic innego jak popowy Editors, leciutko tylko zdołowany. Cała płyta jest dość równa, bez większych wyskoków. W sumie, jedynym zaskoczeniem jest „Fall from Grace”, gdzie w spokojną, syntezatorową tkankę od czasu do czasu wbija się mocny wjazd przesterowanej gitary. W sumie nie wiem, czy jest to fajne, czy raczej drażniące, ot, taka zespołowa fantazja.FI band

Cóż, „Singles” to idealna propozycja dla wszystkich, którym „In This Light and on This Evening” wydawał się zbyt zimny i mroczny a ostatnie płyty Duran Duran bezpłciowe. Jasne, że dzisiaj do Future Islands bardziej pasuje nalepka „indie pop”, nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia raczej ze starą muzyką. I głównie na retro sentymentach jadącą. Co nie zmienia faktu, że fajnie się tej muzyczki słucha.

Arek Lerch

Trzy i pół