FORCED ORDER – One Last Prayer (Triple B Records)

O tym, że bieżący rok to jeden z najlepszych w ostatnich latach dla hardcore punka niestety, moi redakcyjni koledzy nie przekonują. Szkoda, bo wysyp tegorocznych premier (a jeszcze sporo płyt przed nami) powinien zaspokoić najbardziej wymagających. Gusta zwolenników tępego kwadratowego grania mają się najlepiej, bowiem zarówno w Europie jak i w USA takich nagrań mamy w bród. Jednakże, nie o tym dzisiaj, bo oto w katalogu cieszącej się sporą estyma wytwórni Triple B Records, pojawiła się jedna z gorętszych nazw zza Oceanu.

Ekipa Forced Order podobnie jak krajanie z Mizery hołduje bardziej thrash/crossoverowej odsłonie znanej wszystkim zabawy. I choć w stronę Slayer/Killing Time zerkają rzadko, drugi longplay w karierze bostońskiej ekipy przynosi dawkę łomotu od którego nie da się uciec. Atakują precyzyjnie, zgrabnie lawirując na granicy punka i metalu, wplatając przy tym niemal sludge’owe smaczki. Najlepiej jednak wypadają w szybkich petardach, stanowiących tutaj dodatek do (o dziwo!) inteligentnego grania. Panowie, choć zakochani w retro brzmieniu, przekazują swoją wizję hardcore’a w sposób niemal mylący z załogami na których się wzorują.band

Prawda jest taka, że cała ta nowa fala (zwłaszcza z Wysp) może i mieli znane patenty; te pauzy, breakdowny, slayerowskie przyśpieszenia i połamane bicia, ale jest w tym na tyle dużo szczerości i pomysłu na siebie, że o przyszłość sceny nie ma się co martwić. Sprawdźcie „Tears Will Fall” (czysty punk!), czy mocno bujający „Paradox”, a zrozumiecie dlaczego raptem dwie minuty to najlepszy czas na przysłowiowy „rozpierdol”.

Grzegorz Pindor

Trzy i pół