FLOOR ‒ Oblation (Season of Mist)

Steve Brooks, gitarzysta, wokalista i lider bombastycznie przebojowej grupy Torche, przypomniał sobie o swojej dawnej kapeli. Z Floor w latach 1994-2001 wydał masę ep-ek i splitów oraz w 2002 długograj „Floor”. Następnie skopiował pomysł na brzmienie, skrzyknął nowych muzyków, dorzucił jeszcze więcej melodii i pod szyldem Torche rozpoczął nowy, udany rozdział kariery. Choć zespół jest cały czas aktywny, Brooks zapragnął pohałasować raz jeszcze z macierzystą ekipą. „Oblation” to klimatyczny, lekko melancholijny, wpadający w ucho stoner/sludge, oparty o pulsujące riffy bardzo nisko nastrojonych gitar i dźwięczny głos Brooksa.

Muzyka Floor to nie fizyka kwantowa. Proste w swojej formie kawałki, najczęściej oparte są na kilku powtarzających się riffach. Tempo raczej niespieszne, człapiące, leniwe, jak gdyby od niechcenia. Materiał jest spójny do tego stopnia, że trudno wyróżnić choćby jeden numer. Wszystkie piosenki są do siebie bardzo podobne, więc „Oblation” nie zaskakuje różnorodnością czy nieoczekiwanymi zmianami nastroju. Mimo to płyta ma swoje zalety. Choć brzmi potężnie, za co odpowiada Kurt Ballou i jego studio GodCity, Floor nie pretenduje do miana najbardziej wkurzonej czy najbardziej agresywnej kapeli na świecie. Akcent położony jest zupełnie gdzie indziej. Przygniatająco niski ton gitar w połączeniu z czystym wokalem i prostymi partiami perkusji daje efekt płynącej ściany dźwięku.Floor_420_EdwardLinsmier

„Oblation” znajdzie wiernego odbiorcę w słuchaczu, który poza przytłaczającym gitarowym ciężarem ceni sobie sludge’ową prostotę wyrazu, odpowiednią dawkę melodii oraz klimatyczną produkcję. Najprościej granie Floor postawić w jednym szeregu z Kylesa, Baroness, Mastodon, The Melvins czy Red Fang. Banalność tego porównania jest jednak ogromna jak broda Gandalfa. Nie chodzi nawet o fakt, że Floor jako jedyna z tych kapel pochodzi z Florydy, a raczej o to, że ich styl, choć z pozoru nieskomplikowany, jest niezwykle trudny do podrobienia.

Adam Drzewucki 

 Cztery