FERTILE HUMP – Dead Heart (Instant Classic)

Wiele można o Jacku White powiedzieć – że cham, że gbur, że prostak – ale trzeba mu oddać, że pod koniec XX wieku to właśnie on, wraz z ówczesną żoną, przypomniał o garażowym bluesie opierającym się na mniej więcej trzech akordach. The White Stripes zapoczątkowali modę na tego typu duety i tego typu granie, a moda ta trwa do dziś, czego świetnym przykładem np. polski Fertile Hump, który właśnie wydał debiutancki album i który… nie jest duetem. Nie zmienia to faktu, że analogie nasuwają się same.

Ale od początku. Fertile Hump to trio, które tworzy Magda Kramer, znany z The Stubs Tomiek Szkiela oraz Maciej Misiewicz. Na „Dead Heart” grają bluesa – prostego, momentami melancholijnego, momentami energetycznego, ale raczej smutnego. Już od pierwszych dźwięków „Kitchen Blues” wiadomo o co chodzi. To kompozycja niemalże wyjęta z repertuaru Son House’a czy innego Leada Belly’ego. Nie jest jednak do końca reprezentatywna jeśli chodzi o resztę krążka – tutaj mamy gitarę z bottleneckiem i najprostszy możliwy rytm a’la tupanie nogą, później jest bardziej… współcześnie. Ale też bez przesady. Oprócz bluesa, do którego jeszcze wrócimy, słychać też trochę folku. Niewiele, bo w zasadzie jedynie w „Dreams”, ale jednak. To też jedna z największych różnic pomiędzy polską kapelą a duetem państwa White. Fertile Hump brzmią jeszcze bardziej surowo, jeszcze bardziej ulicznie – nie ma pianina i wysmakowanych kompozycji i jest –być może – nieco mniej różnorodnie, co akurat uważam za zaletę „Dead Heart”. To spójny krążek, w sam raz dla tych, którzy wiedzą, czego chcą od takiej muzyki, a jednocześnie nie jest zagrany na jedno kopyto. W kawałku tytułowym słychać echa późnego The Gun Club, w kilku innych numerach, jak na przykład „Grown Up Lullaby”, mamy trochę The Stubs… ale, ale – skupiłem się na instrumentarium, a zdecydowanie najciekawszy jest tutaj wokal Magdy, która brzmi jak gruba murzynka. To świetnie współgra z muzyką, i nadaje jej prawdziwie czarny sznyt. Jakkolwiek podoba mi się wokal Tomka i bardzo lubię The Stubs, tak wyobrażam sobie, że Fertile Hump z nim za mikrofonem brzmiałoby jak kolejna, garażowa kapelka. To, co pasuje do punkowatej ekspresji The Stubs niekoniecznie sprawdziłoby się w tym przypadku. A tak, Fertile Hump wyróżnia się na tle często bardzo do siebie podobnych kapel.fh-band1

No właśnie – na tle innych podopiecznych Instant Classic Fertile Hump wyróżnia się zwyczajnością i nieoryginalnością. Ale przecież nie każda płyta musi przekraczać granice i przecierać nowe szlaki. „Dead Heart” nie znajdzie się u szczytu pitchforkowskich podsumowań roku, nie będą się tym albumem zachwycać brodacze noszący dywan zamiast kurtki, ani ludzie poszukujący nowych muzycznych wrażeń w czwartoligowym, bułgarskim free-jazzie. Słowem – żadnej hipsterki, ani awangardy, tylko blues płynący prosto z serca. Tak więc słowami ostatniej piosenki: Enjoy the rain! Enjoy „Dead Heart”!

Paweł Drabarek

Cztery i pół