FELIX THE BAKER – We Are The Universe

Ostatnio, głównie przy okazji politycznych przepychanek, słyszę, że Polska powinna być dumna, bo ma takie czy inne zalety do pokazania światu. Że jesteśmy pogodnym, nowoczesnym społeczeństwem, które jest otwarte na wyzwania, kolorowe i tolerancyjne. Cóż, skoro naszą płaszczyzną jest muzyka, w tym kontekście reprezentacja Polski jest dość dyskusyjna, bo znani jesteśmy głównie z krwiożerczych, ponurych i przepełnionych wściekłością dokonań Behemoth czy Vader. Cóż, jeśli któryś z polityków chciałby dźwiękami pokazać tę otwartą i radosną ojczyznę, lepiej byłoby gdyby sięgnął po nowe dzieło Felix The Baker.

Z tym, że nie sądzę, by poznańska ekipa była zainteresowana jakimikolwiek mariażami z politycznym szambem. Ba, wydaje mi się, że aż nazbyt spokojnie traktują swoją karierę, bo mając na koncie takie dzieło jak „We Are The Universe”, na luzie i nieco arogancko mogliby podbijać okoliczne lądy. Jasne, nowe dzieło Piekarza to żadne tam nowinki, zaskoczenia i inne, wywrotowe historie, ale coś, co ostatnio bardzo mi się podoba – bezpretensjonalny, alternatywny i nieco taneczny rock, zagrany ze znawstwem, polotem i piekielną intuicją do serwowania melodyjnych, wpadających w ucho tematów. Zespół z gracją unika też nagminnej bolączki polskich rockmenów, którzy słowo „riff” traktują dosłownie, ładując w aranżacje  gitarowy beton, zatykający wszystkie pory. A kiedy kompozycja nie oddycha, słuchacz się dusi. Minimalizm formy jest tu jednak przemyślany, bo kiedy wsłuchamy się w utwory, znajdziemy tam mnóstwo fajnych, inteligentnych dźwięków. Na prostej, lekko prowadzonej sekcji rytmicznej zespół buduje ładnie opowiadane historie, utkane gitarowymi biegnikami, grającymi melodyjne formy, często stanowiące indywidualne linie, prowadzone niezależnie od partii wokalnych. Jest ciut elektroniki, dużo powietrza i bezpretensjonalnej zabawy. A jednocześnie zespół unika banału, tworząc jednak muzykę wielokrotnego użytku. Wprawdzie sprawne ucho wyłowi koneksje ze sceną brytyjską, kilka małych cytatów, ale jako całość dostajemy do rąk doskonale skrojoną porcję indie rockowej zabawy.11990085_885462598207012_1521541677_o-2

Pierwsza część płyty to kawałki zdecydowanie koncertowe, tanczne wręcz („All The Right Things”), bardzo gładko przechodzące przez ucho, jak np. utwór tytułowy. Felix ze znawstwem serwuje też klasyczną, niemal radiową piosenkę „No Need For More” z nośnym refrenem i prostą konstrukcją. Jednak im dalej w las, tym robi się ciekawiej. Editorsami pobrzmiewa „You Know You Fall”, jest przestrzenny i nieco majestatyczny w „Are You Mine”. Zaskoczeniem może być za to piosenka „Winter Bites”, odmienna aranżacyjnie, przytłumiona, pulsująca podskórnym niepokojem i opakowana w delikatną, elektroniczną mgiełkę. W takich momentach słychać, że chłopaki lubią kombinować, szukają nowych dróg ujścia twórczej ekspresji i nie zadowala ich już osiągnięte brzmienie.

W sumie, po dłuższym flirtowaniu z „We Are The Universe”, dochodzę do przekonania, że za sprawą tego materiału zespół otwiera przed sobą kilka furtek i tajemnicą muzyków pozostaje, w którą stronę pójdą. Proponuję ten bardziej mroczny kierunek, przetykany jednym czy dwoma radiowymi hitami. Felix The Baker ma dzisiaj wszystkie atuty w ręce, potrzeba tylko dobrego miejsca i czasu, by wreszcie zainteresował się nimi jakiś koncern płytowy, by mogli stanąć gdzieś obok kolegów z Terrific Sunday czy OCN.  To właśnie tu jest nowoczesna i otwarta Polska, że tak białoczerwono pojadę na koniec…

Arek Lerch

Pięć