EVERYTHING WENT BLACK – Cycles of Light (Prosthetic Rec.)

Everything Went Black mimo dość krótkiego stażu na scenie zyskał już status zespołu na płytę którego się czeka. Może nie w moim przypadku bowiem nie do końca jest to moja muzyczna bajka, ale wśród zdeklarowanych fanów klimatów hc znajdzie się na pewno niejeden, który czekał na pełnowymiarowy materiał EWB.


Nazwa tego zespołu to nic innego jak tytuł jednej z płyt kultowego Black Flag, co może i powinno dawać pewne wskazówki odnośnie muzycznych poszukiwań i rejonów, które zamierzają eksplorować EWB. Słychać, że panowie dość mocno zwracają się w stronę old school. Szczególnie brzmienie, takie mało wyraźne, chwilami trzeszczące gitary mogą kojarzyć się ze starymi produkcjami sceny hc/punk/crossover. Nie chcę jednak klasyfikować tego zespołu. EWB czerpią z wielu źródeł, dzięki czemu ich muzyka jest po prostu bogata w treść. Bogata, ale nie przerośnięta. Chwilami, tak jak w końcówce „Parades” zespół potrafi naprawdę mocno zaskoczyć i zdecydowanie wyjść poza ramy tego co rozumiemy jako gitarowy hałas. Gdzieś we mgle na pograniczach zmysłów kołysze się niewyraźnie skojarzenie z Converge. Podobnie jak w muzyce wspomnianego bandu, w dźwiękach EWB trudno szukać prostych i łatwo przewidywalnych patentów i rozwiązań. Jeżeli aranżacje to połamane, jeżeli brzmienie gitar to czerpiące z różnych stylistycznych szufladek. Metal, metal core, hc, punk wszystko zmiksowane w absolutnie dowolnych lub jak kto woli szalonych konfiguracjach i proporcjach. EWB nie grają niczego nowego lecz jak na młody zespół prezentują pochwały godny głód tworzenia dźwięków oryginalnych. Nie jest to jeszcze ten poziom, przy którym zbieramy zęby z podłogi lecz jak na moje ucho jest już całkiem, całkiem blisko.

Wiesław Czajkowski 4