EPITOME – TheoROTical (Cadaver Productions)

Epitome w grindcore’owym świadku od zawsze (zasłużenie) uchodził za band oryginalny. Od początku brzmieli trochę inaczej niż choćby Dead Infection czy Squash Bowels. Z jednej strony w ich muzyce ciągle obecny był gore/grind, ale z drugiej trudno nie zauważyć, że bardzo ważnym elementem, tworzącym Epitome jest też niebywale brutalny death metal. Ostatni album zespołu czyli „e-ROTicon” uważam za jedną z lepszych pozycji jakie wydało na świat polskie brutalne podwórko. Dlatego też na nowy materiał zespołu czekałem z dużą dozą ciekawości i nie ukrywam – z całkiem sporym bagażem oczekiwań…

Nie sądziłem, że biorąc do ręki album z brutalnym hałasem mogę poczuć się zaskoczony, ale okazuje się, że wyroki rzeczywiście są niezbadane. Eptiome na swojej nowej płycie zaskoczył mnie na samym starcie, sprawiając, że przez dość długi czas nie do końca wiedziałem jak mam właściwie ocenić ten materiał. Powiedzmy to wprost – surowizna jaka leje się z głośników po odpaleniu „TheoROTical” po prostu zwala z nóg.

Wraz z „Public Disorder” Epitome ukazuje nam nie co odmienione oblicze zespołu. Nie ma tu mowy o zmianach rewolucyjnych i tak naprawdę sama muzyka w warstwie kompozycyjnej wielkich zmian nie notuje, ale brzmienie, które niejako na nowo kreuje ten materiał, stanowi jakość samą w sobie. Zespół postarał się o szokująco wręcz surową produkcję. Od pierwszych taktów miażdży słuchacza ciężar gitar podany w bardzo obleśnej formie. Mam takie wrażenie, że sound celowo został tu sprowadzony do poziomu piwniczno-garażowego, takiej cholernie bezpośredniej, organicznej rzezi. Wygląda to trochę tak jakby realizator przepuścił brutalną sieczkę Epitome przez filtr z gruzu, z setek kilogramów gruzu lecz to nie wszystko. Wydaje mi się, że materiał ten celowo nie został poddany tak modnym ostatnio studyjnym liftingom i wszelkie brudy, syfy i nierówności zostały tu w stanie nie naruszonym. Efekt jest taki, że „TheoROTical” staje się dziełem trudnym i tak naprawdę dość oryginalnym na tle innych produkcji podobnego sortu.Epitome band

Jedenaście hitów ujętych w ramach niespełna 25 minut to idealnie dobrany czas dla tak intensywnej i ciężkiej w odbiorze muzyki. Krótkie, balansujące między gore/grindem a obłędnie brutalnym death metalem kompozycje kopią naprawdę bardzo mocno. Warto też zaznaczyć, że tym razem Epitome zrezygnował z wielu elementów, które wzbogacały muzykę na poprzedniej płycie, czyniąc tym samym swoje granie teoretycznie bardziej uproszczonym a tak naprawdę zdecydowanie, o paradoksie, trudniejszym w odbiorze. W tych krótkich cięciach Epitome odnajduje się sens i esencję takiego grania. Krótko, mocno, zawile i ultra ciężko… czy trzeba coś więcej by urwać głowę? Jednym z wyznaczników tej płyty jest też to, że każdy numer jest cholernie pogmatwany i połamany. Czasem trudno jest przyswoić tak rytmicznie skomplikowaną i pełną miażdżąco rozjechanych riffów muzykę (patrz – surowe brzmienie), ale dzięki temu, że dźwięki cały czas kotłują się i mieszają niczym w jakimś piekielnym tyglu, grindcore’owe młócenie w wydaniu Epitome po prostu miażdży.

Intensywna i dzika muzyka jaka wypełnia „TheoROTical” to produkt z wysokiej półki, ale i niemałe zaskoczenie.

Wiesław Czajkowski

Zdjęcie: archiwum zespołu

Cztery i pół