EPITOME „e-ROTicon” (Defense Records)

Jakoś tak się dziwnie porobiło, że płyta ta, zanim się nią zająłem, poleżała bardzo długo w szufladzie. Nie bez wpływu na to była całkiem duża liczba cholernie ciekawych premier, jakie w tym roku objawiły się w światku ekstremalnych dźwięków. Gdy teraz po raz kolejny wsłuchuję się w hałas zawarty na „e-ROTicon” to ewidentnie żałuję tego, że nie zapoznałem się z tym materiałem zaraz po tym jak się ukazał. Rzeszowki (?) buldożer nagrał bowiem zdecydowanie najmocniejszy album w swojej karierze…

Epitome jak do tej pory, przynajmniej dla mnie pozostawał w cieniu załóg Dead Infection i Squash Bowels, co dziś wydaje mi się myśleniem nieco błędnym. Muzycznie bowiem ekipy te mimo, że podobne gatunkowo, to lokują się jednak w nieco innych parafiach. Epitome, co mnie osobiście najbardziej przypadło do gustu, stara się maksymalnie urozmaicić grindową formułę, adaptując do niej elementy death metalu, industrialu oraz stosując jako smaczki nietypowe instrumenty. Wszystko to sprawia, że „e-ROTicon” to album, który nie ma prawa Was znużyć, to płyta wypełniona po brzegi ekstremą, ale niebanalną i inteligentną…

Nowe dzieło Epitome to zdecydowanie najlepiej brzmiący materiał, jaki ten zespół nagrał do tej pory. Jeżeli w grindowym graniu normą jest niski strój gitar to o „e-ROTicon” powiedzieć można, że brzmi kurewsko ciężko, wręcz anormalnie. Bardzo dobrze prezentują się też żywe, organiczne bębny, które świetnie dopełniają dźwiękową nawałnicę.

Mocne, czytelne (jak na grind…) brzmienie to zdecydowany atut tej płyty. Dość mam już grind core’owych albumów, na których dźwięk zlewa się w jednostajną masę i całość przypomina troszkę granie dla samego grania. Epitome na tle większości produkcji grindowej sceny prezentuje się pod tym względem wprost wybornie.

Największą, pozytywną stroną tego albumu są jednak same kompozycje, w których całkiem sporo się dzieje. Czasem, tak dla urozmaicenia, Epitome uraczy nas odrobiną industrialnego hałasu, innym razem zakręci w głowie saksofonem (??). Jednym słowem – jest pomysłowo i bez ograniczania się w sztywnych ramach gatunku a tak przyrządzonego dania nie jestem w stanie przepuścić.

Epitome jak i wspomniane wyżej zespoły staje się kolejnym produktem eksportowym – panowie niedługo wybierają się na trasę po Meksyku a u nas w Polsce wydaje mi się, że płyta przechodzi praktycznie bez większego odzewu. „e-ROTicon” to świetny kawałek świeżego, grindowego mięcha, który polecam wszystkim fanom ekstremalnych dźwięków.

Wiesław Czajkowski 4,5