ENTER SHIKARI – Spark (PIAS)

Brytyjski Enter Shikari powrócił z piątym albumem i nowym pomysłem na siebie. No, może nie jest to jakiś straszny przewrót, ale trzeba przyznać, że „Spark” skutecznie unika szufladkowania z jednej strony, a z drugiej pokazuje, że zespół ma duże ambicje wyjścia z dotychczasowej niszy. Całkiem dobry to krok…

Przede wszystkim, dotychczas mierziło mnie zbytnie nasycenie metalcore’owym przywiązaniem do gitarowego betonu, który był jedynie inkrustowany elektronicznym lukrem. Jasne, było go dostatecznie dużo, jednak ciągle zespół stał zdecydowanie po metalowej (core’owej) stronie mocy, bliżej mając do poszukujących załóg z tej niszy, niż faktycznego wyswobodzenia się z więzów wąskiej w sumie stylistyki. Oczywiście, rozumiem kontekst, bo dla wielu słuchaczy już poprzednie płyty mogły być czymś w rodzaju ponadgatunkowego przelotu statkiem kosmicznym. Dla mnie stało się tak dopiero za sprawą „Spark”. ES

Enter Shikari wreszcie to zrobił – po długim dreptaniu gdzieś przy granicy, na nowej płycie prezentuje się jako absolutnie wyzwolony, rockowo-elektroniczny projekt, wreszcie gitary dają pole elektronice, która jest zresztą dominującym elementem na nowym materiale. Zespół nie kryguje się i bezczelnie flirtuje z popem, otwarcie zaprasza do tańca, ale jest też sporo spokojnego (nie lubię słowa ballada…) grania („Airfield” czy „Undercover Agents”). Kiedy trzeba, potrafią jednak zagrać tak, że stać w miejscu nie można (np. „Rabble Rouser” czy „Live Outside”), nie boją się oddać we władanie syntezatorów („The Sights”) i łączą je pięknie z mocniejszymi brzmieniami, trochę na pożegnanie metalowej przeszłości.

Ogólnie rzecz ujmując, Enter Shikari pokazali, że można zmiksować bardzo różne światy w taki sposób, że wszystko brzmi spójnie, nie męczy a raczej cieszy, zachęcając do wielokrotnego użytku. Przyznam, że nie spodziewałem się takiego materiału. Brytyjczycy nie zapomnieli kim są, nie zdradzili swojego stylu, jedynie w dobry sposób go zmodyfikowali. Dodać jednak muszę, że w zasadzie trudno używać w stosunku do tego zespołu jakichś wydumanych metafor a tym bardziej uważać za oryginalny, bo przecież korzysta ze składników raczej z głównego nurtu, dbając o to, by także ten mniej wyrobiony słuchacz mógł się dobrze bawić. Tak czy inaczej, udany lifting.

Arek Lerch

Cztery