EL EFECTO – Memórias Do Fogo

Zgaduję, że odsetek osób zasłuchujących się w brazylijskiej alternatywie jest wśród odwiedzających Violence niewielki, tym bardziej nie sądzę, aby znaleźli się tutaj fani El Efecto – czyli pochodzącego z Rio De Janeiro kolektywu, który wydał niedawno album „Memórias Do Fogo” i który jest przez niektórych uważany – pewnie na wyrost –  za jeden z najważniejszych brazylijskich zespołów XXI wieku. A może warto by to zmienić? Ameryka Południowa ma do zaoferowania znacznie więcej niż kilka black/thrashowych kapel, przeciętny power metal czy przewracającego się Neymara.

O El Efecto nigdy nie było w Polsce głośno; ba, nawet w anglojęzycznym Internecie niewiele jest informacji na ich temat. W dużym skrócie: powstali w 2002 roku, poruszają się w rockowej estetyce, ale łączą ją z tradycyjną brazylijską muzyką, sięgając przy tym po tamtejsze instrumentarium (chociażby viola caipira czy cavaquinho). W tekstach, pisanych rzecz jasna po portugalsku, nie boją się poruszać problemów społecznych czy politycznych. Na swojej stronie internetowej piszą między innymi, że nie chodzi im o traktowanie sztuki jako ucieczki od życiowych frustracji, ale jako coś, co może pobudzać do przemyśleń i zmian. „Memórias Do Fogo” to ich piąta płyta. Przy okazji najbardziej agresywna i najbardziej zróżnicowana. W obrębie jednego, 7-minutowego utworu, znajdziemy ciężki metalowy riff, funkowe rytmy, sambę, smuty jak z fado, wpadające w ucho melodie, recytacje i rapowanie. Wielokrotnie podczas słuchania tego krążka nasuwały mi się skojarzenia z Faith No More/Mr. Bungle, którzy też lubią eklektyzm, popadanie ze skrajności w skrajność, no i mają podobny sposób na budowanie napięcia – posłuchajcie „O Drama da Humana Manada”, a będziecie wiedzieli o czym mówię. To też najbardziej reprezentatywny numer dla tej płyty – jest tam eklektyzm, mocno zaakcentowany brazylijski pierwiastek i południowoamerykański chaos, słowem: wszystko to, za co można ten krążek pokochać.Band

Pomimo poruszanych na płycie tematów i tekstów, które są dosyć gorzkie, muzyka jest radosna i wpadająca w ucho, a atmosferę na niej panującą można by określić jako mocno imprezową. Nawet w wolno i smutno zaczynającym się „O Monge e o Executivo” Brazylijczycy nie wytrzymują i wchodzą z wesołą melodią wyśpiewywaną pod reggae. Żeby tego było mało, udało im się w to wszystko wkomponować jeszcze orientalne akcenty i tekst krytykujący zachodnią cywilizację, jej pośpiech i konsumpcjonizm. Sam tytuł to nawiązanie do hitowej książki traktującej o rozwoju osobistym „The Servant: A Simple Story About the True Essence of Leadership”, a niektóre frazy brzmią jak wyjęte z niej żywcem, choćby ta: Na rynku jak na wojnie, tylko najmądrzejsi przetrwają. Czy piosenka wyśmiewająca te wszystkie coachingowe bzdury nie jest wystarczającym powodem do sięgnięcia po tę płytę?

Paweł Drabarek

Pięć i pół