E-FORCE – Demonikhol (Mausoleum Records)

Jos Kloek, Mausoleum Records… Myślałem, że to nazwisko i ta nazwa są już częścią historii europejskiego heavy metalu, mającą także polski wątek, czyli album TSA na Zachodzie. Nie wiem, jak słynny menedżer i producent, ale firma wciąż działa. A pamięć o niej odświeżył mi zamieszkały we Francji Kanadyjczyk Eric Forrest. Ten, który kiedyś zastąpił Snake’a w Voivod.

W osobliwych okolicznościach dane mi było zostać poinformowanym, że belgijska wytwórnia cały czas działa. E-Force zjawił się bowiem w listopadzie w Krakowie, aby zagrać koncert w Kawiarni Naukowej (klub taki, bardzo średni, że delikatnie napiszę). Promocyjnie impreza została położona zupełnie. Sorry panowie organizatorzy, ale wrzucenie wydarzenia na Fejsie ze zdjęciem, data, godzina, ceny biletów plus napisanie, że koleżka grał kiedyś w Voivod, to, mówiąc bez ogródek, zwyczajna olewka i ignorancja, jeśli chodzi o promowanie koncertu. Efekt? Siedem (tak, siedem) osób na gigu. Gigu, który odbył się dzień po zamachach w Paryżu. Gigu, który był naprawdę bardzo dobry, zarówno pod względem brzmienia, zaangażowania muzyków, jak i możliwości wokalnych samego Erica.

Jeśli były jakieś plusy tak nędznej widowni to takie, że po koncercie można było pointegrować się z Forrestem, który jest człowiekiem przesympatycznym, skromnym i wcale nie wydawał się podłamany tragiczną frekwencją, za co mój podziw ma wielki, bo ja ze wstydu chciałem się zapaść pod ziemię, a takie stany nie zdarzają mi się często. Było nam z kumplem (spirytusem pójścia na ten koncert, kilkaset metrów dalej, w Fabryce, grali tego wieczoru Acid Drinkers) zwyczajnie głupio, więc kiedy Eric zapytał, czy może mielibyśmy ochotę kupić t-shirt lub płytę, skorzystaliśmy z okazji, aby zaopatrzyć się w „Demonikhol”, bo dystrybucję Mausoleum ma tragiczną i kupienie płyt E-Force wcale nie jest tak prostą sprawą, jak w drugiej połowie drugiej dekady XXI wieku być powinno. Szkoda, że gotówki nie mieliśmy więcej, bo Kanadyjczyk miał też wydany w 2014 roku krążek „The Curse”.

Ale do adremu, jak mawiał współczesny „klasyk”, czyli płyty „Demonikhol”. Po wielokrotnym przesłuchaniu tym mocniej jestem wkur…y na nędzną dystrybucję Mausoleum, bo aż żal, aby tak dobry materiał przepadł bez wieści. Eric proponuje nam bowiem solidnej próby thrash metal, chwilami zalatujący leciutko Voivodem, w większości szybki, z dużym kopem i charakterystycznym, drapieżnie krzyczącym wokalem, chwilami mogącym kojarzyć się z Cronosem. Za materiał odpowiada przede wszystkim Forrest oraz bębniarz Krof, zaś na wiosłach wymiatają gościnnie różni gitarzyści. W tym świetny Czech Tomas Skorepa, który wspomagał E-Force na nieszczęsnym krakowskim koncercie.E-F band

Muzyki kapeli nie charakteryzują wielkie niespodzianki, zaskakujące ozdobniki, karkołomne rozwiązania aranżacyjne, rytmiczne. To jest esencjonalny, bezpośredni, bezpretensjonalny, świetnie zagrany i doskonale brzmiący thrash metal. Mało tego, na „Demonikhol” znalazłbym bez trudu ze dwa, trzy numery o niemałym potencjale na thrashowy hit, czyli numer, przy którym wiara będzie szaleć w circle picie albo przynajmniej z zaangażowaniem trzepać piórami. Pędzące „Double Edge Sword”, „Invasion” i zdradzający pewne powinowactwo z Exodus „Debauchery” są kandydatkami na hity E-Force, które już po pierwszym przesłuchaniu przyszły mi do głowy. Że nie tylko wspaniale drzeć się potrafi, Forrest przekonuje w „The Day After”, takim klimatycznym, niepokojącym przerywniku w riffowym bombardowaniu i perkusyjnym dudnieniu. Co ważne, choć niektóre piosenki szybciej „chwytają” słuchacza, materiał jest równy i warty uważnego słuchania od początku do końca.

Reasumując, „Demonikhol” to kawał porządnej, thrashowej muzyki. Niech tylko Eric zmieni wydawcę i uważa, komu powierza organizowanie koncertów, a jego kariera może nabrać odpowiedniego rozpędu. Plus jeszcze jeden wypadu na koncert E-Force jest taki, że po latach wielu znowu posłuchałem „Phobosa” i „Negatron”. Gdy człowiek był młody, głupi i myślał bardziej ortodoksyjnie, album bez Snake’a odrzucił niemal defaultowo. Dobrze, że czasem się (podobno) mądrzeje. Voivod z Forrestem też nagrał sporo fantastycznej muzyki. Warto do niej wracać. A album „Demonikhol” koniecznie zakupić!

Lesław Dutkowski

Cztery i pół