DYNASONIC – #2  (Instant Classic)

Co może powstać w wyniku spotkania muzyków Kristen, Kobiety z Wydm czy Enemigos del Silencio? Trudne pytanie, bo może powstać wszystko i owo „wszystko” będzie oznaczać wiele możliwości. W tym przypadku mamy do czynienia z zespołem, który wykroił z doświadczenia swoich muzyków pewne wątki, które można określić jako eksperymentalno-taneczne, i taką formułę doskonali na drugim, enigmatycznie zatytułowanym krążku.

Oczywiście, można od razu pobiec myślami w stronę improwizacji i szaleńczo wijących się, tasiemcowych instrumentalnych pochodów. Można, ale w tym przypadku będzie to błąd, bo zespół proponuje zwięzłe wypowiedzi – nowe dzieło to cztery kompozycje, zamykające się w sumie na poziomie niespełna 25 minut. Mało, prawda? Sam chciałbym więcej, ale w wywiadzie Mateusz Rychlicki utrzymuje, że właśnie taka oszczędna formuła, plus częstsze publikowanie nowych nagrań ma większy sens; i niech tak zostanie. Chcemy jak największą rolę zostawić słuchaczowi, wciągnąć go głębiej w muzykę. Nigdy nie interesował mnie w muzyce tekst, a jak coś mnie dźwiękowo wciąga, zawsze wiąże się to z historiami, obrazami albo odczuciami – reklamuje dokonania zespołu perkusista i trzeba przyznać, że tak to właśnie działa: muzyka Dynasonic jak pewna pulsująca, dźwiękowa otchłań wciąga w jakąś nieokreśloną przestrzeń, gdzie dominuje rytm, generowany przez basowe, rozedrgane pochody i nie mam problemu, by propozycję zespołu określić mianem tanecznej.press 1

Oczywiście, owa taneczność musi być przefiltrowana przez alternatywne myślenie o dźwięku, dlatego prostych rozwiązań tu nie ma, choć trzeba przyznać, że brzmienia proponowane przez Dynasonic są raczej przyjazne i nie budzą oporu. Podstawą jest bas, gdzieś tam dotykający dubu, generujący dynamikę obudowaną rezonującą gdzieś w oddali elektroniką („d3”), podobnie budowany jest „d4”, z tym, że tutaj do wszechobecnych, niskich częstotliwości dołącza rysująca ramy kreska w postaci ładnie gadających perkusyjnych blach i na tym poziomie można stwierdzić, że jest w tej muzyce trans i hipnoza. Nie czuję wprawdzie oparów zielonego liścia, bo echa Jamajki są jednak bardzo odległe i jedynie pewne smaczki brzmieniowe coś takiego sugerują, ale dźwięki mają w sobie coś przyjemnie narkotycznego. Bardziej bogato robi się w „d5”, gdzie ładnie nawarstwiające się instrumenty spotykają się na leśnej polanie gdzie kończą się ostatnie dźwięki „LASU” Kristen, powolne repetycje i pobrzękujący w tle, delikatny industrial i troszkę dysonansów na do widzenia. Z kolei wspomniany już dub najbardziej usłyszymy w basowej figurze „d6”. Ciężki, sunący przy ziemi, tłusty osad niskich częstotliwości, „szerłudowe” pogłosy, szczypta perkusyjnych preparacji i mamy gotowy przepis na koronawirusowe, przydymione party. Smutno tylko, że długo pewnie nie będzie nam dane doświadczyć tej muzyki na  żywo.

Dynasonic to w sumie nietypowy zespół, jak na krajową alternatywę, bo odwraca sytuację: grając na tradycyjnych instrumentach tworzy dźwięki, które brzmią jakby były w całości wysamplowane, co jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki odważnemu przewartościowaniu roli poszczególnych muzyków. Słucham płytki i mam wrażenie, że zrozumiem to wszystko, kiedy stanę z zespołem twarzą w twarz, czyli pewnie dopiero gdzieś w przyszłym roku…

Arek Lerch

Pięć