DYING FETUS – Wrong One to Fuck With (Relapse Records)

Pamiętacie jeszcze czasy, gdy Dying Fetus wyznaczał ekstremalne mody, a płyty tego zespołu były stawiane za wzór jak przypierdolić by zabić? Było to dawno temu, ale dobrze pamiętam, jaki szał w swoim czasie zrobiła płyta „Destroy the Opposition” czy wcześniej „Killing on Adrenaline”. Jednym słowem, był to czas, gdy Dying Fetus, jako jeden z niewielu zespołów zdawał się mieć zapał do tego by reanimować death metalowego, już wtedy trupa, do pełni sił witalnych. Czy to się zespołowi udało czy nie to temat na inną bajkę. Dziś, dosłownie za chwilę, dostaniecie do łapek ósmy LP zespołu, który w moim odczuciu wpisuje się doskonale w trend, jaki ostatnio prezentują znane zespoły, czyli jak mawiał pewien inżynier: „mnie się podobają te melodie, które już raz słyszałem„…

Gdybym mienił się fanem Dying Fetus, piałbym dziś po lekturze nowego krążka zespołu z zachwytu. Jednak do pozycji fana jest mi bardzo daleko, dlatego też materiał ten został jak zwykle przepuszczony przez wnikliwą, krytyczną analizę… Z nowym krążkiem amerykańskich brutalistów jest po części tak jak z większością muzyki prezentowanej dziś przez zespoły „starej daty”. Z jednej strony są to płyty co najmniej przyzwoite, dopracowane brzmieniowo i kompozycyjnie, z drugiej nie oferują nam właściwie nic po za kolejnym miksem patentów, które dany zespół już kiedyś stworzył. Dlatego też słuchacz może prezentować dwie postawy: jarać się lekko zmienionym brzmieniem czy aranżami lub popadać w marazm i płakać nad tym jak to jego ukochany zespół po raz kolejny zjada własny ogon.

„Wrong One to Fuck With” to 50 minut dźwiękowego kataklizmu, do jakiego John Gallagher przyzwyczaił nas już bardzo dobrze. Intensywny, korzennie amerykański, brutalnie techniczny, niepozbawiony wyraźnie grind’owych skoków w bok, taki jest dziś Dying Fetus, ale właściwie to taki był zawsze. Na nowej płycie kapela nie zmienia prawie nic. Co jednak ciekawe to dziwnie ulotna świeżość i energia, która może nie bije z całości materiału, ale jest wyraźnie obecna. To się czuje, albo może bardziej wyczuwa. Dying Fetus emanuje z brzmienia, z numerów nowego materiału lekkością grania. Nie wyczuwam tak częstej u wielu starych bandów tony zmęczenia, która sprawia, że kompozycje są wymuszone, trudne wręcz do zniesienia.Fying Fetus

Ósmy LP Dying Fetus to dobry przykład tego, że można grać metal od zarania dziejów, a nadal robić to z pasją, może już nie młodzieńczą, ale nadal pełną wigoru. Można tworzyć energetyczne numery, czerpać z korzeni gatunku i inspirować się najlepszymi, a wszystko to bez wyraźnego odgłosu dławienia się własnym ogonem. Pewne jest, że do „Wrong One to Fuck With” nie będę wracał często, ale jakiś czas jeszcze ta płyta zabawi w moich playlistach, jest to bowiem jedna z lepszych wariacji na temat tego, co w brutalnym graniu najciekawsze. Mocna rzecz, która nie czyni wyłomu a podkreśla walory.

Wiesław Czajkowski

Trzy