DULE TREE – Gross Humanity

Experimental, grindnoise, hardcore, noisecore, powerviolence, sludge – takimi tagami opatrzona jest najnowsza płyta Dule Tree na Bandcampie. Muszę przyznać, że wszystkie wymienione określenia, zarówno te bardziej, jak i mniej wyszukane, pasują idealnie do muzyki gdańszczan. A jeśli Wam mało, to dorzućcie do tego tygla saksofon. I albo dobrze zatkajcie uszy, albo wręcz przeciwnie – przygotujcie się na niezłą poniewierkę.  

„Gross Humanity” to album balansujący na granicy pomiędzy niczym nieskrępowanym szaleństwem a bardzo dużą rozwagą. Gdańskie trio – wsparte przez saksofonistę Michała Bałę – nie przesadza ani w jedną, ani w drugą stronę. Teoretycznie dużo w ich muzyce chaosu, jednak z drugiej strony wszelkie zmiany pojawiają się w odpowiednim czasie, a te bardziej chwytliwe momenty trwają tyle, ile powinny. Dzięki partiom saksofonu Dule Tree nadaje swojej muzyce nieco psychodelicznego wyrazu – w tym przypadku idealnym przykładem jest „Carl Großmann”, w którym panowie momentami zdają się zbliżać do bardziej improwizowanych form. Generalnie jednak, za sprawą olbrzymiej wściekłości i agresji, nie można posądzać Dule Tree o wydawałoby się oczywiste inspiracje Merkabah. Nawet jeśli sam pomysł użycia saksofonu był w jakiś tam sposób ideą ściągniętą od warszawiaków, tak wykorzystanie instrumentu jest już zgoła inne. W przypadku Merkabah saksofon jest instrumentem wiodącym, ciągnącym rozimprowizowaną muzykę zespołu. W Dule Tree dodaje on tylko więcej szaleństwa, będąc jedną ze składowych sprawiających, że wściekłość chłopaków nabiera jeszcze bardziej nieobliczalnego charakteru.DT band

„Gross Humanity” to jednak album, na którym agresja jest nieco zbyt kontrolowana. Mam wrażenie, że mimo, iż pozornie ta muzyka sprawia wrażenie spuszczonej ze smyczy, ta smycz jest – tyle że bardzo luźna. I tak warto docenić chłopaków za to, że w dość trudnej formie udało im się stworzyć album momentami nawet całkiem chwytliwy (sic!), ale mimo to na tyle chaotyczny i zmienny, że podczas słuchania łatwo jest stracić oddech. Brakuje naprawdę niewiele, żeby całość wyrwała się muzykom z rąk i narobiła prawdziwego spustoszenia. Jeśli następnym razem środek ciężkości przesunie się w stronę jeszcze większego szaleństwa i wolności, Dule Tree powinno bez większego problemu pójść po swoje. Znalezienie złotego środka jest fajne, ale narobienie realnego bajzelu to jeszcze lepsza opcja.

Michał Fryga

Cztery