DECLINE OF THE I – Inhibition (Agonia Records)

Bólem w tyłku każdego recenzenta czy też może dziennikarza muzycznego (każde określenie jest równie głupie…) jest wyjaśnienie za pomocą słów, często bardzo ułomnych, istoty sprawy – czyli, oględnie rzecz ujmując, przekonanie niedowiarków, czym dana płyta jest lub czym w istocie nie jest. Znalezienie odpowiednich słów, sformułowań, które mają być synonimami pewnych odczuć, klimatów czy dźwięków to rzecz tak trudna, że w zasadzie niemożliwa. Dlatego recenzję francuskiego projektu Decline Of The I powinienem w tym miejscu zakończyć…

Już samo zdefiniowanie tego, czym jest Decline przysparza sporych trudności. Ok., wytwórnia ściśle death/black metalowa, szefem bandu jest A.K. znany z Vorkreist, zatem mamy do czynienia… i tu nasz dobry nastrój burzy kawałek „Mother and Whore”, który brzmi bardziej niczym francuski trip-hop na mocnym kwasie. Do czasu. Bo gdzieś w połowie 8 minutowej podróży do głosu dochodzą gitary i dziwne, mechaniczne bębny. Post black? Neo – industrial? Na tej płycie majestatyczna, niemal doom metalowa aura miesza się z horrorem, jakimiś rytualnymi poszukiwaniami („The End of a Sub-Elitist Addiction”) a także wyraźnymi nawiązaniami do surowego, industrialnego łomotu („Static Involution”). Zabawa z deformowaniem dźwięku apogeum znajduje w „L’indecision d’etre”, gdzie Decline ociera się niemal o awangardę. Zespół wyraźnie stroni od prostych tematów, coś takiego jak zwrotki i refreny nie istnieje, jest za to ociężały, ponury, dekadencki klimat, potęgowany przez długie, rozbudowane kompozycje. Co ciekawe, w każdym momencie tej płyty słychać jednak dość wyraźnie, że mamy do czynienia z muzykami wywodzącymi się ze sceny black metalowej. Czy to wisielcza aura, prawie perwersyjne, masochistyczne traktowanie dźwięku, czy może przekaz… w sumie nie wiem. Wiem za to, że płyta wciąga, zniewala i nie pozwala spokojnie zasnąć. Nasuwa się tu wyraźne skojarzenie z Angst Skvadron – ten projekt to także awangardowe, mocno pogięte poszukiwania muzyków, na co dzień parających się raczej standardowym black metalem.

„Inhibition” to kolejna płyta, która, choć nie spełnia tradycyjnej roli, jaką jest rozrywka i stanowi raczej dość trudny orzech do zgryzienia, może pozostać w pamięci na dłużej. Niepokoi i zniewala. To także kolejny, mocno odjechany  projekt wywodzący się z francuskiej (konkretnie – paryskiej…), ekstremalnej sceny. Ciekawe – może jedzą za dużo żab?

 

Arek Lerch