DEADLINE – Ocean od Dunes

Tyski Deadline ma na swoim koncie jedno pełne wydawnictwo zatytułowane „Crossing the Line”, będące niczym innym jak dość prostym, ale mogącym się podobać metalcorem. Dziś, trzy lata od premiery tamtego krążka, panowie raczą nas kolejnym wydawnictwem.

„Ocean of Dunes” w przeciwieństwie do swojego poprzednika to całkiem przyzwoity, około-death metalowy album. Utwory cieszą ucho słuchacza dobrymi melodiami, nieźle bujającym groove i średnim tempem utworów. Do tego brzmienie jest ciepłe, czytelne, klarowne i przypominające Insomnium. Zresztą, w przypadku drugiego albumu Deadline to właśnie fińscy metalowcy są punktem odniesienia. Jednakże, twórczość tyskiego zespołu nadal zakorzeniona jest w łojeniu a’la Darkest Hour – co mnie akurat bardzo cieszy.Deadline Band

Podoba mi się nacisk na klimat i przestrzeń w utworach. Nawet czyste wokale (jak na ten zespół) robią wrażenie. Dosłownie wszystko jest tutaj na swoim miejscu, nic ani nikt nie wybija się przed szereg. Panowie świadomie operują swoimi instrumentami, grając dźwięki niezbyt wymagające, ale zdecydowanie mogące się podobać szerokiemu metalowemu audytorium. Właściwie, to byłoby dziwne, gdyby „Ocean of Dunes” komukolwiek się nie podobało. Nie jest to może 1 liga metalu, ale jak na zespół, który istnieje stosunkowo niedługo, taka pozycja w ich skromnej dyskografii powinna napawać dumą.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy i pół