DEAD – Hardnaked… But Dead (F.D.A. Rekotz)

Niemiecki DEAD to jeden z bardziej zasłużonych przedstawicieli europejskiej sceny grind/death. Ekipa ta może pochwalić się gronem oddanym maniaków i statusem zespołu kultowego, co moim subiektywnym zdaniem jest jednak małym nieporozumieniem, ale o gustach podobno się nie dyskutuje…


Nie wiem dlaczego, ale z muzyką Dead zawsze miałem jakiś osobisty problem. Mimo, że patrząc w miarę obiektywnie te ich dość prymitywne, brutal/death/grindowe wałki mogą nieźle przygrzać, to w moim przypadku kontakt z zespołem zawsze kończył się co najwyżej na lekkich zadrapaniach. Gdzieś na początku nowego tysiąclecia panowie zrobili sobie małą przerwę w graniu by po kilku latach wrócić ze zdwojoną siłą. Apogeum aktywności Dead mamy w tym roku, bowiem „Hardnaked… But Dead” jest już…  drugim, pełnym albumem, który ma premierę w ciągu ostatnich kilku miesięcy…

Rozpoczynające płytę intro „Cock a Hoop” doskonale wprowadza w klimat tego, co czeka nas tuż za przysłowiowym rogiem. Prosty (choć czasem wzbogacony o zdumiewająco ciekawe jak na ten zespół solówki…), toporny, grindowy łomot z naleciałościami death metalu, który jakoś specjalnie nie ulega zmianom, mimo tego, że zespół działa już ponad dwie dekady. Dla jednych będzie to dowód wierności ideałom i stylistycznej formie dla innych oznaka stagnacji. Jak zwykle też Dead dodają do swojej muzy dużo sampli z różnych mniej lub bardziej ciekawych produkcji filmowych skierowanych raczej do osób pełnoletnich.

Kilka razy słuchając tej płyty naprawdę byłem zaskoczony tym, jak mocno Dead potrafi kopnąć. „Wall of Flush” oparty na prostym, szybkim, gridnowym początku ciekawie przechodzi w motoryczną, death’ową końcówkę. Mocny, konkretny numer i co najważniejsze sprawiający świeże wrażenie. Niestety, takie kompozycje należą na „Hardnaked… But Dead” do mniejszości i dominuje tu nuda i „wtórniactwo”. Może to trochę za ostre słowa i powinienem okazać tak zasłużonej kapeli więcej szacunku lecz nie zmienia to faktu, że mnie kilkakrotny odsłuch „Hardnaked… But Dead” po prostu zmęczył…

Wiesław Czajkowski 3