CORRUPTION – Spleen (wyd. własne)

Przyznam się bez bicia, że postawiłem na naszych naczelnych stonerowcach lekki krzyżyk. Gdzieś na poziomie „Burbon River Bank” odkleiłem się – i od stylistyki, jak i od ekipy Anioła. Późniejsze perturbacje składu, w zasadzie wywrócenie go do góry nogami spowodowały, że raczej nie wróżyłem niczego dobrego karierze tej załogi. Dzisiaj muszę przyznać, że się troszkę pomyliłem.

Rzadko kiedy żonglowanie składem przynosi zespołom pożądane efekty. To co działo się z Corruption pod tym względem było na tyle kalejdoskopowe, że przestałem śledzić te zmiany. Dlatego kiedy Anioł zaordynował mi nowe dzieło, w pierwszej kolejności sprawdziłem, kto też teraz mu towarzyszy a potem postanowiłem lekko protekcjonalnie stwierdzić, że ok, Corruption działa i tyle. A tu, proszę państwa, miłe zaskoczenie, bo „Spleen” to pierwsza od lat płyta zespołu (w dodatku wydana własnym staraniem, co też jest jakimś znakiem czasu…), która – choć z ciężkimi gitarami ostatnio jestem na bakier – całkiem solidnie mnie sponiewierała. Corruption powrócił, i to jak. Świata nie zmieni, ale udowadnia, że w temacie sludge metalu nadal jest w czołówce i może pokazać młodym, że umie w tych dźwiękach zrobić coś dobrego.Corruption1 2017 fot. Piotr Morawski (małe)

Już okładka, autorstwa znanego rysownika Macieja Marca, daje do myślenia. Surowa, prosta i sugestywna. Jak nie oni. Zawsze było kolorowo, rubasznie, z biglem a teraz jakoś posępnie. Prosta kreska. Dosadność. I to jest pierwszy, wyraźny drogowskaz. Największą zaletą, ba, podstawą, robiącą piorunujące wrażenie, jest PROSTOTA. Bez kombinowania: rytm, riff, wrzask i smród wzmacniaczy. Składniki oklepane, nic nowego, ale Corruption w 2017 roku w zadziwiający w sumie sposób potrafi tchnąć w nie nowe życie. A to – przy ilości kapel łojących podobne dźwięki – jest już sztuką. Nie udałoby się to jednak, gdyby nie kolekcja riffów rasowych, jakby zostały wykopane gdzieś na bagnach Luizjany a łopatą machał sam Anselmo. Nie będę ściemniał – Down słychać w tej muzyce na kilometr a Anioł fascynacji dokonaniami Phila nigdy nie ukrywał. Ostatnim, ważnym elementem, który dodaje „Spleen” blasku, jest nośność poszczególnych tematów – każdy wałek pięknie buja, ale faworytami pozostają niewątpliwie wwiercający się w łeb „Dead Shell of a Human Existence” i „Burn From Within”. Na koniec jeszcze akustyczny, przestrzenny „Asterism Ursa Major” i oto mamy do czynienia z płytą, która w swojej klasie jest niemal idealna. Niemal, bo jednak nie można dodać, że nie jest to muzyka w żadnej mierze oryginalna. Choć właśnie dzisiaj, kiedy Corruption nie kombinuje tylko nap… z łokcia najprościej jak się da, osiąga cel.

Można zatem powiedzieć – nareszcie drgnęło, nareszcie dobry przecież zespół wydał płytę, z której może być dumny. Mam nadzieję, że kierunek i skład utrzyma się na dłużej, czego sympatycznej ekipie życzę.

Arek Lerch 

Zdjęcie: Piotr Morawski

Pięć