CINIS – Subterranean Antiquity

Białostocki Cinis pamiętam z czasów gdy w undergroundzie krążyła ich debiutancka ep-ka. Prawdę mówiąc, ze zdziwieniem odnotowałem fakt iż było to prawie dziesięć lat temu. „Vile Angel” był materiałem całkiem udanym choć przyznać trzeba, że w tamtym czasie zespół nie grzeszył zbyt przesadnie oryginalnością. W roku 2008 Cinis wydał debiutancki krążek i jak to często bywa, na kilka lat zniknął w bliżej nieokreślonej przestrzeni. „Subterranean Antiquity” to dowód, że ekipa z Białegostoku nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Krążek w moim odczuciu udany acz po raz kolejny powiedzieć trzeba iż zespół nadal grzeszyć nie zamierza (w temacie oryginalności), choć patrząc na temat nieco szerzej to samo można powiedzieć o całej scenie death metalowej…

Drugi album Cinis to płyta dobra. Chwilami nawet bardzo dobra. Ostatnimi czasy dość niechętnie biorę się za bary z albumami stricte death metalowymi, ale tym razem obyło się bez większych perypetii a zasługa to bardzo sprawnie radzących sobie z śmierć metalową materią muzykantów w Białegostoku. Początek płyty a w zasadzie intro sprawiło, że poczułem się jakbym wrzucił do odtwarza jakiś stary, zaginiony krążek Nile. Orientalne frazy klawiszy wprowadzają klimat i po nitce prowadzą nas do kłębka czyli zderzenia z ultra brutalnym, ciężkim jak sto diabłów utworem „The First Manifesto”, który to za sprawą tytułu niebezpiecznie kojarzy mi się z tytułem płyty pewnego zespołu z Białegostku, którego mam nadzieję nigdy już słuchać musiał nie będę. Ale zostawmy dywagacje – tu się gra death metal! Od pierwszych taktów Cinis pokazuje, że w death metalowej formie zamierza wyrzeźbić kawał naprawdę dobrego gówna. Masywne brzmienie, nieco surowe, bardzo brutalne gitary i przyjemnie dopełniająca całość zniszczenia perkusja tworzą death metalowy obraz, który może i nie jest oryginalny, ale przykuwa uwagę. Pierwszy cios bardzo zyskuje dzięki świetnym solówkom, których kilka zespół upycha między brutalną nawałnicą z jakby nie było, niemałą gracją. Kolejny kawałek czyli „Fully Ossifield” to lekka zmiana frontu. Numer ten jest dość poszarpany rytmicznie, zamiast typowych growli mamy tu skandowane wrzaski i zimne, industrialne zakończenie co przy para-orientalnym intro stanowi dość duży kontrast. Kolejny numer „Darkness in Waves” to kontynuacja poprzednika, że się tak wyrażę czyli ukłon w stronę death metalu w wydaniu dość nowoczesnym, gdzie dużą rolę odgrywa szeroko pojęta technika i połamane struktury rytmiczne. Jednocześnie da się wyczuć, że fascynacja Vader ciągle jest obecna w twórczości Cinis. Wydawać by się mogło, że album już podąży ku przystani właśnie tym kursem lecz w kolejnym kawałku zespół notuje jeszcze jedną woltę a wszystko z utrzymaniem death metalowego rdzenia. „Vile Angles” to zasadniczo dość melodyjna i bardzo nośna piosenka, utrzymana w konwencji międzygatunkowego braterstwa na linii death-thrash metal i po raz kolejny mamy tu kilka świetnych partii solowych. Utwór ten to już nie nawiązanie a dość niski ukłon w kierunku pancernej brygady z Olsztyna. Podobnie mają się sprawy w „Snapshot” i w mniejszym stopniu, ale jednak też w „Future Imperfect”. Środkowa cześć płyty w moim odczuciu jest najmniej ciekawa, ale każdy, nawet najlepszy zespół łapie czasem zadyszkę gdy za długo patrzy na podobizny idoli. Na powrót interesująco robi się wraz z industrialnym zakończeniem „Architectural Antiquity Lies Dormant”, który w mgnieniu oka przechodzi w pełen death/thrashowej furii „Subterranean Process of Rebirth”… Zakończenie albumu to zwyżka formy i kompozycje zdecydowanie ciekawe z wieńczącym całość „Nothing” na czele…Cinis1

Prawdę mówiąc, mam mały problem z konkretnym podsumowaniem „Subterranean Antiquity“ jako całości. Cinis nagrał płytę mocną, ale też i bardzo przewidywalną. Jest to bez wątpienia materiał bardzo solidny, brzmiący bez mała profesjonalnie a to, że nawet niezbyt wprawne ucho wychwyci tu całkiem sporo odniesień do twórczości Nile, Vader czy Morbid Angel. Cóż, taki już urok współczesnej sceny death metalowej.

Wiesław Czajkowski

Cztery