CAPTAIN GRAVE – Waking Up

Oświęcimska załoga Captain Grave wreszcie doczekała się pełnego albumu. „Waking Up” doskonale podsumowuje dotychczasową działalność kapitana i daje pełen obraz nietuzinkowości post-hardcore’owców.

Łata, którą przypinam na koniec pierwszego akapitu nie odzwierciedla zawartości debiutanckiego albumu zespołu, gdyż jest to raczej luźne nawiązanie do takiego grania sprzed co najmniej dekady, a poza tym, więcej tutaj melodyjnego punka i rock’n’rolla niż samego hc. Zresztą, akurat hardcore jest tylko jedną z podwalin do bardzo inteligentnego muzykowania, które powinni dostrzec właściciele krajowych wytwórni płytowych, a na upartego, gdyby jeszcze delikatnie zmiękczyć brzmienie (co mogłoby być dość ciekawym eksperymentem) przedstawiciele niektórych stacji radiowych. Zresztą, zakładam, że w niedalekiej przyszłości (skoro udało się np. Tommy Say No) Kapitan pojawi się w zestawieniach Antyradia, Ulicznika – a przy odrobinie szczęścia i wytrwałości w spamowaniu skrzynek e-mail poszczególnych prezenterów, nawet na antenie Eski Rock. Nie wierzycie? Dowodów na to jest całe dziewięć i każdy z osobna tylko potwierdza powyższą tezę.

Kapitan ma jednak jedną, dość zasadniczą wadę. Ja wiem, że przyjęta konwencja oraz możliwości pełniącego obowiązki wokalisty Dawida nie do końca na to pozwalają, ale przydałoby się nieco „dociążyć” i urozmaicić swoje partie. Okazyjne screamy w „Experimental” i „My Disease” to nieco za mało, dlatego na dłuższą metę głos frontmana Captain Grave, niestety, nuży. Nie jest to jednak coś co przesądza o jakości tego wydawnictwa. Zaznaczam, że każdy fan dobrego, melodyjnego gitarowego grania znajdzie tutaj coś dla siebie .

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy i pół