BULLETPROOF – Frontline

Już na samym początku mojej przygody z formacją Bulletproof zanotowałem małe zaskoczenie. Jako, że zespół był mi zupełnie nie znany, nie spodziewałem się po nich aż tak agresywnej muzyki. Może zmyliła mnie okładka, może zdjęcie zespołu jakie można zobaczyć w layoucie. Nie wiem, ale pierdolnięcie, które serwuje Bulletproof jest naprawdę zacne.

„Frontline” to kawałek naprawdę mocnej muzyki, do której wręcz idealnie pasuje określenie „ekstremalna muzyka środka”. Termin ten dokładnie oddaje zawartość debiutanckiego dzieła Bulletproof, dzieła, na którym usłyszymy właściwie wszystko co agresywne i mocne w muzyce. Trudno jest mi nawet wskazać jakiś jeden szczególnie wyraźny motyw przewodni, na którym opierałaby się muzyka tego bandu. Sporo tu agresywnego thrashu, takiego trochę melodyjnie podanego death a nawet death core’a. Cóż, ktoś może pomyśleć, że co za dużo to niezdrowo, ale osobiście uważam, że materiał jako całość został zmiksowany w koktajl, który przełknąć jest bardzo łatwo.

Mimo tego, że muzyka Bulletproof jest pełna agresji, energii i pasji to jednak mam z tym materiałem pewien mały problem. Jakoś nie mogę do końca przekonać się do kolejnego zespołu, który gra mocno, ale nie do końca ekstremalnie, zespołu, który niespecjalnie stara się pracować nad tym by tworzyć dźwięki oryginalne. Bulletproof to jeden z wielu zespołów na europejskiej scenie, które hałasują bardzo profesjonalnie, ale też i bardzo, ale to bardzo przewidywalnie (coś jak nasz polski Empatic). Słuchając pierwszego utworu niemal już wiem jak płyta będzie rozwijać się dalej i prawdę mówiąc, dotyczy to materiału w całości. Pomysły stosowane przez Bulletproof są już dość wytarte i przemielone na setki możliwych sposobów przez zespoły parające się mocnym death/thrash’em. Mnie takie granie nie powala, ale zdaję sobie sprawę z tego, że materiał spokojnie obroni się na większości europejskich, letnich festów. Poziom jaki Bulletproof prezentuje na debiucie powinien zapewnić kapeli kontrakt w średniej, europejskiej wytwórni i spokojną egzystencję – jak będzie, pokaże czas.

Na zakończenie jeszcze dwa zdania o tym co mi się w tym materiale podoba. Naprawdę nieźle wypadają te utwory, w których pojawia się trochę elektroniki oraz zaskoczenie na koniec płyty, czyli ballada… Wszystko to wskazuje na to, że Bulletproof to band z potencjałem; jeśli lubicie mocne, metalowe łojenie na taką bardziej nowoczesną modłę, wypada poznać „Frontline”.

Wiesław Czajkowski

Trzy i pół