BOKKA – Life on Planet B (PIAS)

Bokka zawsze dobrze ustawiała się twarzą do słońca. Oczywiście twarzy nie znamy, choć – taki żarcik – kto z branży, ten wie i już od jakiegoś czasu pojawiały się głosy, że mogliby w końcu skończyć z maskaradą. Ale skoro chcą w taki sposób… Poprzednia płyta była szczytem popularności, nowa trafia w moment, kiedy takie granie troszeczkę zaczyna się przejadać, ale muszę też przyznać, że jak na razie to właśnie „Life on Planet B” rozpieprza bezpretensjonalną przebojowością, lepi się do ucha i jednocześnie pokazuje szerokie spektrum zespołowych zainteresowań. W dodatku zaliczyli – raczej bez entuzjazmu, niechciane „promocyjne” tąpnięcie – w dniu premiery płyty spłonęła zespołowa furgonetka wraz z całym sprzętem. I tu uwaga – nie jest z tą popularnością tak źle, skoro dzięki akcji crowdfoundingowej udało się w krótkim czasie zebrać kasę na nowy sprzęt.

Tyle o kontekście, czas na nową płytę. Zamaskowany kwartet dokonał tu chemicznej reakcji, destylując z popu, alternatywy i elektro psychodelii wszystko co najlepsze, opakował w aktualne i całkiem tłuste brzmienie, pakując na płytę co najmniej kilka piosenek, które chodzą za mną od jakiegoś czasu. I o tym a także paru innych rzeczach, dywagujemy z kolegą Grzegorzem…

Grzegorz: Dobrze pamiętam moment, kiedy Bokka debiutowała. Wprowadzili sporo świeżości do krajowego popu, choć muzycznie to wypadkowa skandynawskich, zimnych i sennych brzmień, aniżeli nośnych melodii i wielkich refrenów. Z miejsca stali się ulubieńcami wielbicieli alternatywy, pokochali ich metalowcy i co najgorszej, publiczność na Juwenaliach. Dziś, przy okazji premiery trzeciej płyty, cudem uszli z życiem w drodze na jeden z koncertów, i grają dużo odważniej niż na swoich poprzednich płytach. Matura zaliczona?

Arek: Matura, życiówka i co tam jeszcze. Na razie wychodzą obronną ręką i z wypadków (ponoć już prawie  cały sprzęt udało się odkupić dzięki akcji crowdfoundingowej – jeden z przykładów, kiedy zbieranie szmalu ma SENS) i z muzycznych zakrętów (nowa płyta trzyma za jaja), choć tu i ówdzie pojawiają się smędzenia  o śmierci electropopu. Jeśli taka śmierć ma być, to kupuję w ciemno.unnamed-2

Grzegorz: Ale electropopu w Polsce czy na świecie (śmiech). Tym co mi się najbardziej podoba, jest fakt, że więcej tu życia. Dwójka trochę mnie znudziła, bo raz, że hype opadł, a dwa nie wchodzi się do tej samej rzeki, a za taki manewr uważam ten album. Obecna inkarnacja Bokki ma w sobie nieco więcej luzu, ale nie mniej tajemniczości. Nadal nie wiem, kto tam gra (śmiech).

Arek: I tu uderzasz w czuły punkt. Przyznam, że z ust osoby „z branży” wydawniczej usłyszałem, że mogliby sobie maski darować, bo wtedy byłby fajny coming out, który podkręciłby atmosferę wokół zespołu. Myślisz, że coś w tym jest?

Grzegorz: Zdecydowanie. To nie jest tak, że nikt z nas, pismaków, nie wie kto tam gra. A raczej nie do końca, ale z pewnością na tym etapie kariery nie jest to potrzebne. Lepiej zainwestować w produkcję sceny, wizualki czy pozwolić sobie na improwizację na koncertach, aniżeli ukrywać się pod kapturem i udawać, że mamy 20 lat i jesteśmy tajemniczymi debiutantami.

Arek: …co nie zmienia faktu, że płyty słucha się świetnie. Z czego to wynika? Dla mnie chyba najważniejszym elementem jest fakt, że tak znakomicie rozplanowano instrumentarium, iż mimo wyraźnego, dominującego plastiku, słychać w tym żywe granie, organiczne brzmienie i rękę człowieka. Czyli zamiast denerwującego, elektronicznego minimalizmu, głownie kojarzonego z wiadomymi duetami, mamy tu pełny rozmach. Ale to moje zdanie…

Grzegorz: Ja się z tym zgadzam, choć podskórnie chyba tylko dlatego, że wiem z jaką mocą gra ten zespół na żywo. Plastik, o którym mówisz, może być całkiem znośny, ale w tej zabawie nietrudno o przeprodukowanie. Ostatnie Kampy cierpią na ten syndrom.

Arek: W przypadku Bokki nie ma mowy o „przeprodukowaniu”, ta płyta brzmi dokładnie tak jak powinna, wszystko ładnie ze sobą żre. W zasadzie, po pierwszym przesłuchaniu, wydawało mi się, że ten krążek powinien zawojować rynek. Czy tak się stanie, sam nie wiem, bo po dłuższym smakowaniu, doszedłem do wniosku że dla gawiedzi jest to zbyt wyrafinowane. Ludzie lubią prostsze, bardziej chamskie przeboje…

Grzegorz: Chamskie, a jednak próbują walczyć o słuchaczy nawet na Juwenaliach. Wiesz co, byłbym ostrożny ze stwierdzeniem, że to zbyt wyrafinowane dźwięki. Według jakiej skali? Bo ja przy Bokka lubię nawet potańczyć, a jest tu parę odpowiednio dobrze bujających numerów, w których bas odgrywa istotne znaczenie.

Arek: Wiadomo, że nie mówimy o jakichś szczytach aranżacyjnej ekwilibrystyki, jednak np. przy Lilly Hates Roses czy Dumplings to jednak jest dużo ciekawsza rzecz, z całym szacunkiem do tych wymienionych. Zaletą jest to, że można potańczyć, ale da się też słuchać w skupieniu, bo poupychali na płycie parę dobrych pomysłów. Pcha się na usta słowo „inteligentny'”, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla sporej części czytelników Violence jest to muzyka nie do przyjęcia (śmiech). Tak czy inaczej, w moim pojęciu rozrywki, nowa Bokka spełnia wszystkie oczekiwania.unnamed

Grzegorz: Zero rozczarowań? A sample żywcem zerznięte z The XX w „Paper Fuse”?

Arek: Kwestia rozczarowań to subiektywna sprawa. Jeśli miałbym wyciągać poszczególne tematy, brzmienia itp., to pewnie w co drugim zespole moglibyśmy znaleźć zrzynki i cytaty. Co z tego, że tu i ówdzie słyszę klawisz zerżnięty z Talk Talk a tu bit z Amy W. (śmiech). Odbieram płytę jako całość, w dodatku fajnie ułożoną – na początku parę hitów („In Love with the Dead Man” i „Secret Void” to najlepsze numery tegorocznego popu, rzekłem!), dobrze pulsujące syntezatory („Forgive Me”), trochę indie w „Paper Fuse” potem szczypta syntetycznej psychodelii („Hello Darkness” – kolejny HIT) i… The National może iść do nich na nauki (śmiech). Rozczarowaniem będzie, jak płyta przepadnie.

Grzegorz: The National na nauki? O ho, ho. Toś się Pan zagalopował! Z całym szacunkiem, ale to nie ten poziom, zwłaszcza emocjonalny. A skoro o tym mowa, Bokka nie smuci jak do tej pory. Mniej tu refleksyjnego sznytu i sentymentalnych podbić.

Arek: Właśnie. Nie smuci. Wyciąga raczej konsekwentnie wnioski ze swoich dokonań i konkretyzuje je w autentycznych, doskonale wyważonych piosenkach. Jasne, może trochę się podniecam, ale przyznam, że ostatnio brakowało mi takiej płyty. Lekko niepokojącej, mrocznawej po brzegach a w środku walącej łapiącymi za ryj przebojowymi kompozycjami. I tu pojawia się refleksja, dlaczego nie możemy wystawić takiej formacji na jakiś konkurs międzynarodowy, w zamian oferujemy światu takie słabizny jak ostatni występ na Eurowizji. Wiem, że to nie ten format, ale mam wrażenie, że Polska nie potrafi pokazać światu tego co w muzycznej kulturze ma najlepszego. Śmiejesz się z porównania z The National – ok, za mocne, ale z drugiej strony, czego brakuje „Life on planet B'”? Oświeć mnie…

Grzegorz: Szczerze? Nie wiem, czego brakuje tej płycie, a może samej grupie. W skali kraju są bezkonkurencyjni, w skali rynku muzycznego wykraczającego poza nasz grajdołek są bardzo mocno poprawni i mogą się podobać masom, ale pod warunkiem, że będą kuć żelazo póki gorące i odejdą od smutków. Spójrz na ostatnie The XX, o którym wspomniałem wcześniej, wyszło im to na dobre. Oczekuję, że kolejnym razem chłód, oniryczny nastrój i syntezatory zastąpią gitarowe brzmienia i… ten rockowy drive, który znamy z koncertów.

Arek: O nie! Gitar styka ( śmiech). Wolę jednak syntezatory!

Grzegorz: I znowu wracamy do tego, że znudziła ci się gitarowa muzyka. Myślałem, że w końcu zmienisz zdanie!

Arek: Powiem inaczej – nie tyle znudziła mi się „gitarowa muzyka”, ile sposób wykorzystania gitary w tejże. Bo coraz rzadziej doświadczam twórczego wykorzystania tego instrumentu, czegoś oryginalnego. Dlatego zastępowanie gitar przez syntetyki ma w sobie coś z wyzwania. Jasne, to nie wynalazek 2018 roku, ale jeśli mam słuchać kolejnych nudnych, gitarowych patentów to wiesz… Akurat gitar na „Life…” jest  w sam raz. Dla smaku. Zresztą, o czym my gadamy – przecież tu o Bokkę chodzi. Chciałbyś, żeby nagle zaczęli grać stricte gitarowe indie??

Grzegorz: Nie, bo nikt takiego nie potrzebuje. Lubię ten band za to jaki jest. Może niezbyt odkrywczy, ale za to bardzo przyjemny dla serca i ucha.

Arek: Kwestia odkrywczości w muzyce to temat trudny i raczej pełny pułapek. Nie wiem, co to jest odkrywczość w muzyce, po spenetrowaniu kilku dekad hałasu. Dzisiaj bardziej sobie cenię dźwięki przyjazne dla ucha, jak sam powiedziałeś. A jeśli jeszcze ta przyjazność jest podana inteligentnie, z pomysłem – jak u Bokki – nie widzę przeciwwskazań, żeby uznać ich nowe dzieło za skończony, alternatywno-popowy banger. Chyba słabych punktów nie wyczuwam…

Grzegorz: Zatem podpisuję się pod tym.Live

Arek: Pozostaje dręczące mnie ciągle pytanie – kiedy wreszcie polski panteon popowych gwiazd zaakceptuje takie twory jak Bokka, zamiast ciągle katować ludzi muzyką zwietrzałą jak stare piwo…

Grzegorz: Panteon już nie raz przespał ten moment aby wpuścić w swoje progi nowe twarze. Zresztą, ludzie w Bokka to już stare wygi…

Arek: Stare wygi, doskonali kompozytorzy, ale zbyt kulturalni ludzie, żeby się pchać między śmierdzących naftaliną klezmerów. Może tej arogancji brakuje?

Grzegorz: Ale z tym łatwo przesadzić i popaść w pretensjonalność, a tego obaj nie lubimy

Arek: Z arogancją w ich przypadku mogłoby być tylko dobrze. Z taką muzą, oczywiście. Już w tej chwili boleję, że przynajmniej trzy kawałki z płyty nie staną się hitami na lato. Ale z drugiej strony kluczem do sukcesu, którego na razie Bokka nie bierze do ręki, jest język polski, nie uważasz?

Grzegorz: Bo nie pozwala na to konwencja a wystarczy spojrzeć na Coals, The Dumplings, Rysy czy Xxanaxx aby zobaczyć, że właśnie siła tkwi w naszej mówię. Ale uparli się na Skandynawię to tak grają i śpiewają..

Arek: A może establiszment boi się tego słówka, które doczepiono Bocce – „alternatywa”?

Grzegorz: Tylko, że to jest na tyle pojemny termin że wrzucisz do niego równie dobrze Łąki Łan, Trupa Trupa, którą już doceniły główne media co Bokkę. Kwestia trafienia do właściwych ludzi.

Arek: No właśnie – właściwi ludzie… Dobra obserwacja. Gdzie oni?

Grzegorz: W miejscach takich jak Violence Online. W redakcjach pism i rozgłośni, w sieci gdzie internauci raptem w ciągu dwóch tygodni sfinalizowali zakup całego nowego sprzętu dla zespołu. W zarządach klubów i agencji koncertowych, a przede wszystkim, w sercach ludzi, dla których liczy się dobra muzyka.

Arek: Ładnie powiedziane, panie kolego. Myślę, że takim pozytywnym akcentem zakończymy nasz wywód. Poproszę zatem o końcowe wnioski i  ustalenia (śmiech).

Grzegorz: Niech wypowie się starszyzna (śmiech)

Arek: Więcej takich płyt. I po polsku…

Nad nową Bokką dumali Grzegorz Pindor i Arek Lerch