BODY/HEAD – Coming Apart (Matador/Sonic Records)

Rozpad jednego z genialniejszych, współczesnych zespołów, czyli Sonic Youth nie odbił się szerokim echem po świecie, co zrozumiałe, bo trudno brzydkim nowojorczykom konkurować z nowymi silikonami rihany czy innego plastiku, o którym w pytaniu na kolację będą dyskutować poważne dziennikarze. Na otarcie łez zanotowaliśmy za to wzmożoną aktywność poszczególnych członków tej zacnej formacji. Nie tak dawno zachwycałem się nową płytą Lee Ranaldo, dzisiaj pochylam się nad wymiotem Kim Gordon. O ile jednak dzieło Lee miało cechy czysto muzyczne a nawet przebojowe, o tyle „Coming Apart” rozpatrywane w podobnych kategoriach może potencjalnego słuchacza mocno skrzywdzić. Aby nie narażać nikogo na nieprzyjemności, spieszę donieść co na rzeczonym krążku znajdziemy.

Ujmując rzecz zupełnie ogólnie, Kim chciała chyba pokazać wszystkim wokół tzw. „faka”, udowadniając, że Sonic’ wcale nie był taki ekstremalny i w dziedzinie pt. „szukanie dysonansu idealnego” można jeszcze sporo zdziałać. Już sama formuła tego projektu mówi nam dużo. Body/Head to duet – obok Kim mamy jeszcze Billa Nace znanego z tak „popularnych” formacji jak Vampire Belt czy Ceylon Mange. Dwie gitary i głos Kim. To w zasadzie wszystko. Gitary oczywiście nastrojone po ichniemu, czyli zasadniczo rozstrojone, zgrzytające i wydające wszelkiego typu, możliwe i niemożliwe dźwięki. Istotny jest także głos Kim. W tym miejscu można przytoczyć formułę epatowania szokiem a la Diamanda Galas. Basistka Sonic Youth zawodzi, szepcze, stęka, robiąc wszystko, by dorównać gitarowym paroksyzmom. Muzyka robi wrażenie dźwiękowego paczłorka, strzępów brzmień i wokaliz, poskładanych bez dbałości o jakąkolwiek klamrę, która miałaby trzymać pomysły za tzw. ryj. Tu występuje raczej swego rodzaju „ciąg świadomości”. Duet doprowadził ideę SY dotyczącą burzenia i budowania na nowo do absurdu, dbając głównie o pierwszą część doktryny czyli skupił się na defragmentacji i genetycznym zmutowaniu wszystkiego, co w gitarowym brzmieniu mogłoby być uznane za muzykę.

Stworzył tym samym antymuzykę, upiorny teatrzyk cieni, gdzie między zgrzytliwymi frazami gitar błąka się niczym duch głos Kim. W zasadzie duetowi nie chodzi nawet o to, by ktoś uznał ich dzieło za zdatne do normalnej konsumpcji. Traktuję poszukiwania Body/Head raczej jako swego rodzaju artystyczną prowokację, która ma wytrącić słuchacza z równowagi, co paradoksalnie ma wiele wspólnego z wczesnym wizerunkiem Sonic Youth. W sumie spore fragmenty płyty spokojnie sprawdziłyby się na „Confusion Is Sex”. Trudna, drażniąca i bardzo niekomercyjna porcja dźwięków zdecydowanie nie dla każdego. Ocena jest tak indywidualna, że pozwalam sobie pominąć tzw. uśrednioną punktację.

Arek Lerch