BLINDEAD – Live at Radio Gdańsk (wyd. zespołu)

Oklaski. Od tego się zaczyna. Te oklaski wracają później wielokrotnie i one też kończą tę płytę, będąc zasadniczo prawdziwszą jej oceną niż cokolwiek, co mógłbym tutaj napisać. Bo co jest bardziej prawdziwego niż reakcja publiczności? Żywa, spontaniczna, wynikająca z czegoś, co dzieje się na przecięciu twórcy z odbiorcą. Z muzyki. Nie ma zatem znaczenia, czy ta recenzja będzie laurką, czy przejawem surowej krytyki. Te dźwięki odegrały swoją rolę najlepiej jak mogły. A jeśli ktoś nie wierzy, to może posłuchać.

O koncercie Blindead w studiu Radia Gdańsk pisał już na naszych łamach Adam Drzewucki, nie ma więc sensu abym przytaczał tutaj wszystkie fakty związane z tym wydarzeniem. Tym bardziej, że nieszczególnie mam na to ochotę. Czy to się czytelnikowi podoba, czy nie, pominę te wszystkie elementy, na których można uwiesić się pisząc zgrabny tekst skrojony dla potrzeb sprzedania produktu. Nie wymienię pojawiających się na tej płycie gości. Nic wam nie napiszę ponad to, co w moim odczuciu wiedzieć o niej musicie.blindead-radiogdansk-fot.aleksandra burska3

Przede wszystkim mamy tu do czynienia z nieco łagodniejszym obliczem zespołu. Po części wynika to na pewno z tego, że większość prezentowanych tu utworów pochodzi z ostatniej, znakomitej zresztą, płyty „Abscence”. Zakładam jednak, że chodziło nie tylko o pełne wykorzystanie potencjału tych kawałków, ale także potencjału miejsca i sytuacji, w jakich zostały odegrane. I to się udało, dzięki czemu mamy płytę, która nie jest tylko kolejnym tytułem do postawienia na półce przez kompletujących dyskografię fanów, ale stanowi ważne uzupełnienie materiałów studyjnych zespołu. Ważne, bo zawiera ten pierwiastek, którego na tamtych płytach nie ma, a którego doświadczyć można tylko oglądając Blindead na żywo. I chociaż słuchanie albumu koncertowego to nie to samo co uczestniczenie w koncercie, to akurat ta płyta jest w stanie gdzieś tam tego słuchacza ze sobą zabrać. Przynajmniej w moim przypadku się to udało.

Wszystko tutaj brzmi zawodowo. Mam świadomość długiej drogi, jaką ten zespół przebył, żeby znaleźć się w takim właśnie miejscu. Nie mam tutaj na myśli budynku Radia Gdańsk, tylko sukcesu (nie bójmy się tego słowa), który stał się udziałem tej grupki pasjonatów, fanów muzyki, którzy kiedyś tam sami zechcieli ją grać. Sukcesu nie tylko artystycznego, ale też komercyjnego, bo choć do pozowania dla Gali jeszcze daleka droga, to jednak doczekało się Blindead całkiem sporej rzeszy fanów. I patrząc na to wszystko z boku muszę powiedzieć, że bardzo mnie ten ich sukces cieszy. Mam nadzieję, że to tylko wstęp do rzeczy jeszcze lepszych i jeszcze większych. A zanim to nastąpi, raz jeszcze oklaski.

Michał Spryszak

Zdjęcie: Aleksandra Burska

Pięć