BLINDEAD – Ascension (Mystic)

Blindead powrócił z zaświatów. Po ryzykownym marszu na krawędzi zebrał się ponownie do kupy po różnych perypetiach i jak zwykle dał radę. Zmiany są dobre bo na nich opiera się życie. Ale zmiany pociągają też za sobą opór otocznia. I tym razem w wielu przypadkach tak właśnie było. Blindead został postawiony przed faktem dokonanym, kiedy z zespołu odszedł wieloletni wokalista Patryk Zwoliński i co zaskakujące, zamiast cofnąć się, ruszył do przodu. Z nowym śpiewakiem i nowymi pomysłami zamknął rozdział pt. sludge/metal i poszybował w stronę mrocznej progresji. Nowa płyta to kawał znakomitej muzyki, jednak jest też w pewnym sensie znakiem zapytania, jak daleko mogą sięgać zmiany. I czy ta podwójna wolta – wokalna i muzyczna  – nie będzie zbyt ryzykowna. Na razie widać, że wszystko jest w normie. Zresztą, zespół przygotował słuchaczy na zmiany, bo na Absence czy na świetnym koncercie z Radia Gdańsk powoli odkrywał swoje karty. No i dzisiaj – po niezłym zamieszaniu – mamy do czynienia z nowym obliczem grupy. Przestrzennym, podniosłym, hipnotycznym. Lifting, jaki zadał sobie zespół był dogłębny, odważny i przeprowadzony zdecydowanie. Za to szacunek. Za jakość, która zatyka dech, szacunek po raz drugi. Za całokształt kariery i konsekwentne budowanie marki – ukłon. „Ascension” to godne otwarcie nowego rozdziału. Co nie zmienia także faktu, że gdzieś tam w duszy będziemy jednak tęsknić za tym bardziej dzikim, naładowanym ciężarem zespołem…

Paweł: Ile znasz zespołów rockowych, którym na dobre wyszła zmiana wokalisty?

Arek: Są zespoły, w których wokalista załatwia 90% tematu i wtedy nie ma to sensu. Ale nawet to jest do przeskoczenia. Skoro Queen mógł zagrać bez Mercury’ego a Dżem bez Riedla itp… Może i Blindead. I tu powstaje pytanie o kontekst muzyczny bo dziwnym trafem zmiana frontmana w Blindead jest związana z dość radykalną woltą stylistyczną…

Paweł: Otóż to. I powiem Ci, że mi się ta płyta podoba, ale i tak czuję delikatny dysonans. Nie mogę się jakoś przyzwyczaić do nowego Blindead, do tego wokalu – który przecież jest jak najbardziej w porządku. Tutaj właśnie widzę największe ryzyko przy zmianie wokalisty – chodzi o przyzwyczajenia fanów. Myślę, że gdyby Blindead nagrało14572304_1751829288187524_5784944451050015662_n identyczną płytę, ale z Patrykiem na wokalu, odbiór krążka byłby nieco inny.

Arek: Myślę, że nowy wokalista Piotr Pieza w pewnym sensie podkreślił zmianę, wyeksponował ją, choć stanął też przed nie lada wyzwaniem. O ile na poprzedniej płycie te progresywne zapędy muzyków były kontrowane mocniejszym wokalem Patryka, w tym przypadku wszystko – i partie instrumentalne i wokalne – poszło prościutko w stronę progresji i to jest faktycznie nowe otwarcie dla zespołu. Może się nie podobać, ale poziom tego zespołu, głębia muzyki itp. powodują, że – mimo wszystko – wygrywa. Choć jest to zwycięstwo ryzykowane i mam wrażenie – ale to oczywiście tylko moje spekulacje – że za czas jakiś Blindead zrobi wielki kambek w stronę sludge i ciężarów…

Paweł: Po czym to wnioskujesz? Bo mnie się wydaje, że oni dzięki tej płycie staną się jeszcze bardziej popularni – otworzą się na nowy rynek, brzydko mówiąc, i raczej w tym kierunku będą ciągnęli. Mówię, że czuję się dziwnie słuchając tej płyty, ale ktoś, kto wcześniej z żadnym krążkiem Blindead nie obcował, może mieć zupełnie odmienne wrażenie. A to bardziej przystępna muza niż to, co zespół proponował na poprzednich albumach.

Arek: Bo jednak uważam, że pierwsze płyty, z naciskiem na „Autoscopia” i mini „Impulse” z tym miksem post metalu, sludge i wciągającego klimatu były najoryginalniejszymi dziełami stworzonymi przez ten zespół. I nie mówię, że jest źle – to zresztą często się w kuluarach powtarza – jest bardzo dobrze, tyle, że z oryginalności ciężar został przesunięty na profesjonalizm. I tu upatruję tego małego zachwiania monumentu. Monumentu, który jest wymuskany aż do przesady, dopieszczony do najdrobniejszego drgnięcia struny czy membrany. No właśnie  – dopieszczali i co dalej? Ktoś złośliwie powiedział: po co nam drugi Riverside? Wiem, faktycznie, złośliwe, ale tak po prawdzie – coś w tym jest!

Paweł: Masz rację. Ale czy kontynuowanie stylu, który reprezentowali grając z Patrykiem nie byłoby jeszcze mniej oryginalne? Mamy tu sytuację z rodzaju: gdzie się nie obrócisz, i tak dupa. I tak chyba jest zawsze w przypadku kapeli, która ma już na koncie kilka ważnych płyt i zmienia wokalistę. Oni mogą przecież tę formułę rozwinąć, dodać tam kilka „swoich” elementów, co by nie brzmieć jak drugie Riverside, ale nie wydaje mi się, aby wrócili do sludge… No i czy Piotr, nowy wokalista, dałby radę odnaleźć się w takiej stylistyce? Dodatkowo, taki ruch wzmógłby porównania ze „starym” Blindead, a tego by pewnie panowie nie chcieli. Ale ok, porozmawiajmy przez chwilę o teraźniejszości – krótko: podoba Ci się ten krążek? Jeśli tak, to za co?

Arek: Wiesz, co do zmian i powrotów – historia muzyki rozrywkowej była świadkiem takich wolt stylistycznych i personalnych, że autentycznie – wiele może się wydarzyć. Nigdy nie mów nigdy (śmiech). I niczego nie sugeruję. Ale wiesz, życie jest dziwne. Zatem, pomijam kwestię ewentualnych zaskoczeń w przyszłości…. A co do lubienia. Po raz pierwszy muszę przyznać, że album Blindead wymaga odpowiedniego przygotowania. Poprzednie dzieła mogły być konsumowane niezależnie od okoliczności. Nowa płyta wymaga skupienia, relaksu, a przede wszystkim czasu: zatem – podoba mi się, kiedy mogę się jej poświęcić a to powoduje, że nowy produkt Blindead staje się w pewnym sensie: elitarny. Momentami zbyt, jak na moje ucho. Jeśli miałbym wypowiedzieć się o elementach bezwzględnie na tak – są to partie instrumentalne. Zagrane mistrzowsko i z niesamowitym wyczuciem. Czuć lata praktyki…Blindead

Paweł: To o czym wspomniałeś wcześniej – to bardzo profesjonalna płyta. I masz rację – nie nadaje się do słuchania w przepełnionym tramwaju o siódmej rano. Rzadko słucham Trójki, ale myślę, że tam mogliby się tym krążkiem zachwycać. Chociaż nie wiem, czy na przykład „Fall” by ich trochę nie przeraził.

Arek: Tu dotykasz jeszcze innej kwestii – mianowicie to płyta, której trzeba słuchać w całości. W zasadzie nie ma opcji odrywania utworów od siebie, bo zespół stworzył zamknięty koncept muzyczny, choć oczywiście są fragmenty bardziej przestrzenne i te mroczniejsze. Całość jednak zdecydowanie wyszła z typowo niezależnej niszy, dawno zapomniała o metalu, niespecjalnie przejmuje sie tym co robi Neurosis i… no właśnie. Co dalej? Przyznam, że podczas lektury parę razy to pytanie mi się wyświetliło. Nie wątpię, że zespół jeszcze nie raz poczęstuje nas muzyką, bo skoro z takich opresji wyszedł w jednym kawałku, to przeżyje wszystko. Póki co, można uznać, że nadal pozostają w tym swoim świecie autentyczni…

Paweł: Nie mam pojęcia, co może być dalej. Jeżeli będą dalej szli w tym kierunku – nieco bardziej delikatnym, powiedzmy – szkoda byłoby gdyby zaczęli się zapętlać. Nie muszą od razu grać ciężej, mogą dać tam więcej Live Bpsychodelicznych elementów, więcej odjazdów, bardziej rytmicznych momentów. I wiesz co? Fajnie, że dywagując o przyszłości Blindead nie mamy pomysłu, gdzie ona nas zaprowadzi. Że niczego nie jesteśmy pewni.

Arek: Bo to już kawał historii a w takim przypadku zawsze trudno się dywaguje (śmiech). Ale dobrze, że w tym pokręconym kraju, gdzie wszystko ciągle się zmienia, są takie zespoły, które trwają na wypracowanym stanowisku. Nawet jeśli częściej będę wracał do wczesnych płyt, szacunek pozostaje. No i zawsze będę pilnował tego dema, które dał mi w klubie Ucho Havoc w 2004 roku (śmiech).

Paweł: Czyli co – jesteśmy zadowoleni? Zmiana wokalisty to duże ryzyko, a im udało się zachować twarz.

Arek: Udało zachować twarz, udało się utrzymać równowagę. Koszty? Być może jakaś część dotychczasowych fanów, dla których zmiany poszły za daleko… ale na pewno zyskają nowych. No i ważny element – po raz kolejny oprawa płyty olśniewa. To faktycznie sztuka przez duże D, choć żałuję, że nie pokusili się o taki zaskakujący element, jakim było np. opowiadanie Piotra Kofty dołączone do płyty Affliction. Jednak takich emocji, jakie towarzyszyły tamtym seansom teraz nie doświadczyłem. Ale przecież chodzi właśnie o to, żeby muzyka wywoływała reakcje i nie pozostawiała nikogo obojętnym. To Blindead nie grozi.

Spostrzeżeniami dzielili się Paweł Drabarek i Arek Lerch