BLAZE OF PERDITION – Conscious Darkness (Agonia)

To, że polski black metal ma świetne przyjęcie poza granicami naszego kraju wie każdy. Zasłużone pochwały zbiera znany na całym świecie Behemoth, furorę wśród “millenialsów” robi Batushka, a coraz większa popularność Mgły czy Furii cieszy jak mało co. Nie bez znaczenia pozostaje twórczość lubianych w podziemiu Outre czy Odrazy, a debiutujące ostatnio Biesy szturmem wdarły się w świadomość blackmetalowców. Jeśli dorzucimy do tego takie wynalazki, jak Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi, chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, że Polska czarnym metalem stoi. Oczywiście, błędem byłoby zapominanie o Blaze of Perdition, który krąży po scenie już dziesięć lat, ale dopiero od niedawna gryzie i szarga, jak na kapelę z takim stażem przystało.

Dwa pierwsze albumy blackmetalowców prosto z Lublina trzymały niezły poziom, ale to nie było to. Faktycznie – uwagę zwracała świetna produkcja, dobre teksty i wykonawcza precyzja, ale zespołowi brakowało własnej tożsamości. Na “Towards the Blaze of Perdition” i “The Hierophant” wręcz roiło się od licznych łypnięć w stronę Watain czy Dissection. Dodatkowo o grupie znacznie częściej dyskutowano pod kątem internetowych śmieszków jej członków, niż samej muzyki. Wiele zmienił tragiczny wypadek formacji. Wydany w dwa lata po nim “Near Death Revelations” to black metal dojrzały i przejmujący lecz wciąż dysponujący solidnym ciosem z obu kopyt. “Conscious Darkness” kontynuuje dobrą passę Blaze of Perdition i czuję, że z miejsca zgarnie pozytywne opinie wielu słuchaczy. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście produkcja urządzona zupełnie inaczej od wcześniejszych nagrań grupy. Brzmienie nęci potężnym charakterem, perkusja huczy i bucha w należycie wyeksponowanych uderzeniach, a gitary ryczą niczym dzikie lwy gotowe na pożarcie swoich ofiar. Wiele zmieniło się także w warstwie utworów. To już nie ten sam black metal z blast-beatowym silnikiem i riffami osiągającymi prędkość godną samego Marduk. Na rzecz dłuższych form Blaze of Perdition nieco zwolnił, a rozpędzony huragan zastąpiły nieomal doommetalowe riffy zataczające koło między gotyckim oniryzmem, a blackmetalowym bajaniem w cokolwiek średnim tempie. Wystarczy rzucić okiem na “Ashes Remain”, które mimo nieomal kwadransa trwania nie mruga porozumiewawczo w stronę prog-rocka. Mamy tutaj wszystko, co składa się na esencję brzmienia tej formacji: od czterokopytnej bestii pędzącej niczym bolid formuły 1, przez zagęszczenie tempa i podniosłe partie gitar, do wokalu Sonneillona, balansującego na granicy niepohamowanego gniewu i rozgoryczenia, po senne bujanie w obłokach. Takie które z miejsca przywołuje brzmienie klasyków zimnej fali z Joy Division na czele. Reszta płyty również nokautuje przy użyciu lubianych metod perswazji. No, bo jak inaczej nazwać takie “Weight of the Shadow” – z upiornego walca przetransformowane na zionący w zawrotnym tempie ogniem tajfun blackmetalowego szaleństwa?bop2017

Kiedy Blaze of Perdition zaserwował słuchaczom “Near Death Revelations”, byłem pewien, że tak wysoko zawieszonej poprzeczki już nie przeskoczą. Przez pierwszych parę odsłuchów “Conscious Darkness” kręciłem nosem i już zachwycałem się swoim profetyzmem, aż nagle tegoroczne dzieło Sonneillona i spółki zagwarantowało mi lanie, które zapamiętam na długi czas. Oby tak dalej.

Łukasz Brzozowski

Zdjęcie: Aleksandra Burska

Pięć i pół