BISZ/ELHUANA – Ukryte w śniegu (Pchamy Ten syf)

Mit założycielski Almost Famous – ansamblu, który w ubiegłym roku płytą na podkładach od The Black Keys napluł w twarz wszystkim zwolennikom rapu z przesłaniem, jest historią pewnego niezrozumienia. Laik miał w tym czasie robić coś zupełnie innego, w zupełnie innym towarzystwie – Bisza właśnie – ale kiedy ten wysłał mu listę książek, do jakich powinien się w swoich zwrotkach odnieść, Laik1ke skierował kroki ku kolegom o dalekich literackim zapędach.

Tutaj rodzi się pytanie, w którym miejscu kończy się poetyka typowo uliczna i jak najbardziej dla gatunku naturalna, a zaczyna zwyczajna przesada? Jeżeli bowiem mówić o rapie w kategoriach jakiejś tam poezji, to właśnie poezji niechcianej, wynikającej trochę jako produkt uboczny. W takim kontekście rozważał zjawisko Tomasz Kukołowicz, autor świetnego studium „Raperzy kontra filomaci”, i chociaż rozprawa ta nie przynosi oczywistych odpowiedzi – bo rap i jest, i nie jest poezją – to aby podobne porównanie mogło w ogóle wykiełkować w czyimś umyśle, najpierw położone zostać musiały zwrotki konkretne, surowe i liryczne w swojej niedoskonałości. Piękne tam, gdzie zakrzywione i brudne. Nie jest przypadkiem, że hasło „poezja w rapie” nasuwa na myśl raczej klasyczne w swej prostocie „Światła miasta” Grammatik, niż przeintelektualizowane wycieczki Łony czy Fisza. Wyniesienie bitu w okolice kultury wysokiej możliwe jest – paradoksalnie – tylko wtedy, gdy wersy pełzną blisko chodnika i codziennego życia.

Bisz zwykł gustować w szorstkich, brudnych podkładach i podobne, winylowo szumiące, bity odnaleźć można na nowej ep-ce. To jednak chyba jedyny constans w tej układance; znacznie więcej w twórczej drodze rapera przekształceń. O ile jeszcze na „Wilku chodnikowym” zdarzało się Biszowi – świadomie, czy nie – stworzyć jakiegoś bangera, tak wraz z upływem lat do głosu zaczęły dochodzić bardziej liryczne ciągotki, a kolejne projekty coraz mocniej przesiąkały odniesieniami do literatury, zgłaszając jednocześnie pretensje do bycia czymś więcej. Że kimś więcej pragnął zostać także raper, świadczyły starannie przemyślane koncepty i koncerty z rozbudowanym live bandem. No i… chyba wreszcie został, bo na scenie próżno szukać dzisiaj jakiegoś odpowiednika Bisza. Ta odrębność i pewna hermetyczność proponowanych przez rapera rozwiązań wyrzuciła go na brzeg gdzieś w zakolu głównego nurtu, gdzie więcej czasu i przestrzeni na kontemplację, a wszystko żyje własnym rytmem. To miejsce nad wyraz odpowiednie.BISZ/ ELHUANA

Bo chociaż rzeczywiście – nie pierwszy raz – mamy do czynienia z krążkiem raczej wymagającym, a słowa we właściwe obrazy układają się dopiero przy którymś z kolei kontakcie z tym, co ukryte w śniegu, ciężko zarzucić tej ep-ce przeintelektualizowanie. Ja sam nie mam pojęcia, kto, co i w jakim celu zagrzebał w zaspie, nie dlatego jednak, że to płyta przegadana, a z powodu pewnej abstrakcji i niedopowiedzenia tkwiących w koncepcie. Ustawicznie wracam sobie do „Ukryte w śniegu”, bo chociaż to materiał o intymnym, dusznym i oszczędnym brzmieniu – a wielka w tym rola surowych podkładów Elhuany – jest tutaj co odkrywać i co przeżywać. Te numery drażnią połączenia mózgu w przyjemny i niepokojący zarazem sposób. To bardzo spójna, płynąca leniwie, ale i jakimś sposobem intensywna, płyta. Wersy Bisza są jak gęsta sieć porównań, która lepi się do ciała, nie chcąc odejść. I można próbować zgłębiać jej tajemnice, jasne, ale kto wie, czy nie mocniejszym doświadczeniem jest zupełne odpuszczenie i przeżycie wiadomości, które niesie, na najbardziej podstawowym poziomie. Może sens nadejdzie z czasem, podświadomie? A może to wcale nie sens jest ukryty w śniegu. Nie wiem i wiedzieć nie chcę, bo chyba ważniejsze jest samo dążenie, sam proces machania łopatą, niźli to, co gdzieś tam zagrzebane.

Adam Gościniak

Pięć