BIG‡BRAVE – A Gaze Among Them (Southern Lord)

Chyba faktycznie współczesna muzyka rozrywkowa doszła do ściany. Nie da się wymyślić niczego nowego, pozostaje sprawne bazowanie na tym co już było, odświeżanie i szukanie takich połączeń, których finał przy dobrych wiatrach zostanie uznany za coś nowego. Może to złośliwe, ale konsumując płyty, uważane za bliskie objawienia, zazwyczaj słyszę sprawnie poukładane kawałki hałasu, powyrywanego z minionych dekad. Jedyne co pozostaje, to szukanie wykonawców, którzy owo układanie kawałków mają opanowane po mistrzowsku. Big‡Brave był tuż tuż na „Ardor” a swoją najnowszą, czwartą płytą zbliża się do tego smutnego w sumie ideału jeszcze bardziej. 

Nowa płyta Big‡Brave to symbol zbliżenia Montrealu do Londynu, realizowany w laboratorium szalonej trójki, która od kilku lat próbuje znaleźć tajemniczy portal, przez który prześliźnie się do siedziby 4AD. Tym razem następuje wybuch, przejście się otwiera i następuje orgiastyczne połączenie z krwioobiegiem russelowej stajni. Nazywanie dzisiaj Big‡Brave zespołem sludge metalowym, czy noise’owym jest cokolwiek dyskusyjne, ba, śmiem twierdzić, że to herezja, zresztą, już sama okładka, nawiązująca do klasyków londyńskiej wytwórni, coś tam sugeruje. O ile na poprzednich krążkach hałas był budulcem głównym, dzisiaj stanowi jedynie rodzaj błogosławieństwa na nową drogę, którą kroczy zespół. Owszem, ponura, wywołująca poczucie zagrożenia ściana dźwięku, zbudowanego z morderczo przesterowanych gitar jest tu nadal obecna, jednak dzisiaj pełni bardziej rodzaj tła dla nawiedzonych wokaliz Tasreen Hudson. Ekspozycja żeńskiego pierwiastka na tym krążku jest kluczem do sukcesu – to dzięki wokalom „A Gaze Among Them” nabiera niemal mistycznego charakteru, brzmi niczym stary rytuał odprawiany w wilgotnym mateczniku przy pełni księżyca. Wciąga, mami i odurza, wprowadzając w stan hipnozy. W podobny sposób działały lata temu płyty Cocteau Twins czy This Mortal Coil. Oczywiście, Big‡Brave to nieodrodne dziecko XXI wieku, gdzie sterylne syntetyki zastąpione zostały przez upiornie szumiące przestery, które w tym przypadku nie wywołują strachu a jedynie euforię.Band

Wspomniałem o tym, że trójka z Montrealu wpisuje się w grupę rekonstrukcyjną, wykopującą i tworzącą nowe ze starego. Być może jest to trochę krzywdzące, bo Big‡Brave w zasadzie nie ogląda się na swoich poprzedników i jeśli nie przez poszczególne składniki, to na pewno przez sposób traktowania muzyki i owo globalistyczne łączenie amerykańskiego brudu z londyńską neo psychodelią zasługują na szacunek i dalsze zainteresowanie. Słuchając „A Gaze Among Them” mam dziwne przekonanie, że jeśli na następnej płycie odważą się pójść krok dalej, możemy być światkami czegoś autentycznie nowego. Czekam…

Arek Lerch

Pięć