BEHEMOTH – Konkwistadorzy Diabła / Łukasz Dunaj (Mystic Production)

I tak oto doczekaliśmy się pierwszej książki o największym polskim zespole metalowym, i przy okazji chyba pierwszej tego rodzaju publikacji dotyczącej rodzimej sceny mocnego grania. Nie oszukujmy się, na „Połlisz Śmierćmetal Encyklopedia” czy albumowe wydanie „Ilustrowanej historii The Temple of  Fullmoon” raczej nie ma co liczyć, więc cieszmy się tym, co mamy. A jest się z czego cieszyć. Oczywiście fani podziemia spod znaku łańcucha i kaptura krzykną zaraz, że nie chcą, aby ich ukochaną scenę reprezentował celebryta w ciuszkach z butiku. Prawda jest jednak taka, że książka ta prędzej spodoba się im, niż przeciętnej gospodyni domowej kojarzącej Nergala z występów w „Jaka to melodia?”, czy jak tam się ten program o śpiewaniu nazywał…

Sam się trochę obawiałem, że „Konkwistadorzy Diabła” będą niekończącym się peanem na cześć zespołu, że będzie „splendor”, idiotyczne wygłupy z tras koncertowych, a punktem kulminacyjnym stanie się występ w programie Tomasza Lisa. Na szczęście, choć tego rodzaju wątków też jest na kartkach tej książki sporo, jest to przede wszystkim opowieść o ludziach żyjących muzyką. Opowieść nie tylko o samym Behemoth, bo przewijają się tu także członkowie innych zespołów, wydawcy, dźwiękowcy, graficy i inne osoby mniej lub bardziej związane z działalnością bohaterów tej książki. Dużym plusem jest to, że całość bazuje na wspomnieniach tych wszystkich osób, a sama narracja jest jedynie klamrą spajającą je w sensowną całość. Fakt, chwilami autor niepotrzebnie wzdycha nad słowami Nergala dodając komentarze w stylu „cały on”, trzeba jednak przyznać, że wykonał przy tej książce kawał dobrej roboty, gromadząc ogromną ilość wypowiedzi i cytatów z przeróżnych źródeł. Sporo do powiedzenia mieli Baal i Les, bardzo dobrze wypadły też wywiady z Tomaszem Krajewskim i Robem Darkenem. W tym ostatnim przypadku trochę niepotrzebne wydaje się asekuranckie odcinanie od poglądów odpytywanego, bo choć światopogląd Roba może być odbierany jako kontrowersyjny, to w tym akurat wywiadzie nie znalazło się chyba nic, co mogłoby czytelnika zbulwersować (może poza kilkoma opisami wydarzeń z przeszłości, które dla osób nie znających realiów tamtej sceny mogą być lekko szokujące). Być może autor postanowił dmuchać na zimne w związku z doszukiwaniem się przez niektórych nie wiadomo jakiego zła w młodzieńczej ksywce Nergala – Holocausto, której geneza (oczywista dla fanów metalu) również została na kartach tej książki wyjaśniona. Dziwnym wydaje się także wspominanie ni z gruchy ni z pietruchy o epizodzie Oriona w zespole Swastyka bez żadnego komentarza z jego strony (a przecież jego wypowiedzi stanowią dużą część tej książki). A już zupełnie nie rozumiem dlaczego podejście Oriona do pewnych kwestii miałaby wyjaśniać (co autor wyraźnie próbuje robić) jego późniejsza gra w Vesania i Black River. Zapewne kluczem jest słowo „black” w nazwie tej drugiej kapeli. A miało być „bez wybielania”…

Trzeba jednak przyznać, że wśród rozmaitych i często bardzo zabawnych anegdot opowiadanych przez byłych i obecnych członków zespołu pojawia się sporo rzeczy niekoniecznie stawiających jego lidera w korzystnym świetle. Nie ma tu przesadnego idealizowania kogokolwiek i pomijania niewygodnych faktów, jak choćby wątku rozliczeń finansowych w zespole. Świetnie czytało mi się o tym pierwszym, mroczno-leśnym etapie historii Behemoth (aż się przypomniały stare czasy i pierwsze kasety Pagan Records kupowane w kiosku na dworcu w Gdyni). Bardzo fajnie opisana jest długa droga, jaką zespół przebył od tych partyzanckich, garażowych czasów do poziomu, na którym funkcjonuje obecnie. Może wyliczanie „dużych” gazet, w których pojawił się Behemoth i różnorakich nagród mu przyznanych nie jest najmocniejszym punktem „Konkwistadorów…”, ale przecież jest się czym chwalić i nie ma się co dziwić, że o tym także w tej biografii się wspomina. Zresztą jakkolwiek nie odbierać twórczości Behemoth i pozamuzycznej działalności Nergala i ogrom pracy włożonej w ten zespół na przestrzeni lat powinien budzić szacunek. W książce znalazło się też miejsce na wątki osobiste, takie jak choroba Nergala, czy jego związek z pewną znaną piosenkarką. Wszystko to pojawia się jednak w kontekście działalności zespołu, bez tanich chwytów rodem z prasy brukowej.

Na koniec warto wspomnieć o niezwykle starannym wydaniu „Konkwistadorów Diabła”. Elegancka, twarda okładka przyciąga oko, podobnie jak masa umieszczonych w środku archiwalnych zdjęć. Pod względem graficznym przypomina to trochę ziny w rodzaju Sadistic czy Wolfpack, czyli jest elegancko i czytelnie. Obyło się bez kolorów i kredowego papieru i zapewne dzięki temu cena „Konkwistadorów…” jest tak przyjazna dla kieszeni. Nie obyło się co prawda bez drobnych wpadek, takich jak przekręcenie nazwy Azhubham Haani, czy brakujące w kilku miejscach literki, ale dla świętego spokoju przyjmijmy, że są to kwestie kosmetyczne do poprawy w kolejnym wydaniu. Fajnie, że ta książka powstała, bo rodzimy metal zasługuje na tego rodzaju dokumentację, nawet jeśli skupia się ona na jednym tylko jego przedstawicielu. Dobrze, że gdzieś utrwalono chociaż niewielki wycinek tych czasów, kiedy byliśmy jeszcze piękni i młodzi, albo przynajmniej młodzi. Dobrze też, że bory wciąż zwierza są pełne, a drużyna jeszcze całkiem nieźle trzyma się na nogach.

 

Michał Spryszak