BASTARD DISCO – China Shipping (Antena Krzyku)

Rozwój. Słowo – klucz do zrozumienia nowej, drugiej płyty Bastard Disco. Dobrze, że z nami zostali, bo enigmatyczność polskiej alternatywy jest symptomatyczna i dyktowana – wiadomo – warunkami rozwoju, braku wsparcia itp. Słowem, nowa płyta świadczy o tym, że bastardom nadal się chce, mają coś do powiedzenia i nie wyczerpali pomysłów na debiutanckim albumie. Dzisiejsza wypowiedź jest zdecydowanie bardziej poukładana, przemyślana i co tu ukrywać – ciekawsza niż debiut.

…choć oczekiwanych przeze mnie, a podyktowanych dużym potencjałem zespołu, radykalniejszych zmian nie ma. Jasne, mogę okazać się malkontentem, ale gdzieś tam liczyłem, że może podejdą do drugiej płyty bardziej bezkompromisowo. A oni po prostu udoskonalili swój produkt, dając nam do ręki kilka świetnych piosenek, powstających gdzieś na przecięciu indie i starej amerykańskiej alternatywy. Tylko tyle i aż tyle, bo trzeba przyznać, że utalentowani z nich goście. Każdy numer to w zasadzie doskonale skonstruowana perełka, świetnie wyważone są proporcje między zgrzytem i melodią. Ot, żeby nie było zbyt gładko, ale żeby co bardziej wrażliwi słuchacze nie dostali nerwicy. A takie ułożenie, co chyba oczywiste, prowadzi tropy do Dischordu, choć dosłownych (no, może poza „Time Travellers”, gdzie pojawia się na moment typowo waszyngtońskie akcentowanie gitary) nawiązań tu nie ma.BDA skoro przy szczegółach jesteśmy, to kilka wyliczanek – wspomniane indie, cokolwiek by to nie było, pobrzmiewa w „Future Crimes”, jest lekko grunge’owate „Clear!” i cała kupa smashingowatych (mniej tu słychać za to Rodana) zagrywek („Shining Confidence”, wspomniany już „Time Travellers”). Jest wreszcie bardzo smakowite zgrzytanie po sonicowemu w „Game of Patriots” i prawie przebój „B-Side Son”. A jeśli ktoś chce powzdychać, to zatrzyma się pewnie przy „Sink of Swim”, to taka „piosenka – snuja”, gdzie nostalgia za prawilnymi latami 90. wychodzi z każdej nuty. To wszystko to jednak tylko moje bajania, bo może ktoś usłyszy coś zupełnie innego. Chłopaki mają swój styl, budują klimatyczną i spójną muzykę, którą spokojnie można postawić obok debiutującego niedawno, wołowskiego Vermona Kids. Utalentowanych muzykantów mamy w tym kraju.

Arek Lerch 

Pięć